środa, 11 lutego 2015

Obarczanie się winą.








Podczas wieloletniej obserwacji przekonałam się, że obarczanie  winą wywołuje choroby.
Podam kilka przykładów z bliskiego mi otoczenia.
20 letni syn znajomego przedawkował z narkotykami.
Był spokojnym i nieśmiałym chłopcem.
Jego rodzice pracowali od poniedziałku do piątku, a w sobotę jeździli do chorej matki, która mieszkała  w miejscowości oddalonej od nich o 70 km.
Jak zwykle w sobotni ranek pakował się z żoną do wyjazdu. Ojciec zaglądał kilka razy do pokoju  w ,którym spał głębokim snem syn.
Postanowił go nie budzić.
Cały dzień krzątał się przy chorej matce, dlatego zapomniał zadzwonić do syna.
Wieczorem zmęczony dotarł do swojego domu.
Przerażony zajrzał do pokoju chłopaka.
Wpadł w panikę, gdy dotarło do niego, że syn nie żyje.
Minęło już od tej tragedii 4 lata.
Spotykam się z owym znajomym kilka razy w roku podczas uroczystości rodzinnych.
Nie pamiętam z nim rozmowy, w której nie wypowiadałby słów z żalem i pretensją do siebie,, Dlaczego ja nie obudziłem syna. On mógłby żyć. Gdybym nie pojechał w ten dzień do chorej matki, to bym go uratował”.
W ciągu tego okresu znajomy, miał usunięty pęcherzyk żółciowy, zabieg operacyjny na oku, wycięty fragment jelita.
Podczas ostatniej wizyty narzekał na bóle w klatce piersiowej.
Muszę dodać, że przed śmiercią syna był zdrowy i nie korzystał z placówek medycznych.
Podam następny przykład mojej koleżanki Zosi, która nieustannie obarczała się winą za śmierć 25 letniej córki.
Zosia była majętną osobą, prowadziła dobrze prosperującą firmę.
Kupiła córce stary, używany samochód, aby mogła nauczyć się jeździć po ukończeniu kursu prawa jazdy.
Obiecała córce, że kupi jej nowe auto, gdy dobrze opanuje jazdę samochodem.
Dziewczyna wpadła w poślizg i uderzyła w przydrożne drzewo.
Zginęła na miejscu.
Zosia obarczyła się winą.
Była przekonana, że córka zginęła przez nią, ponieważ w samochodzie nie było poduszek powietrznych.
Koleżanka ze łzami w oczach twierdziła, że ochronna poduszka uratowałyby życie córki.
Po dwóch latach od śmierci córki zachorowała na raka.
Poddała się chemioterapii.
Córka Zosi zmarła 5 lat temu, a matka dołączyła do niej za 3 lata.
Próbowałam powiedzieć znajomemu i koleżance, że śmierć ich dzieci nie była ich winą.
Kilkakrotnie mówiłam o tym, jaki związek z poczuciem winy ma choroba.
Niestety, te osoby były tak przekonane o swojej winie, że żadne informacje czy tłumaczenie, nie docierało do nich.
Podam teraz przykład przyjaciółki, która jest otwarta na zjawiska niezauważalne przez ludzki umysł i niepotwierdzone naukowo.
Mama Oli( tak miała na imię przyjaciółka) zachorowała na niewydolność nerek.
W wieku 75 lat trafiła na oddział dializ.
Ola bardzo kochała swoją mamę, nie tylko jako rodzica, ale też jako człowieka.
Tak bardzo chciała jej pomóc.
Lekarze odradzali przeszczep nerki z powodu złego stanu zdrowia i wieku pacjentki.
Mama Oli poszła w styczniu w 2005 roku na dializy, a Olę w lipcu tego samego roku ukąsił zakażony kleszcz podczas pracy w ogrodzie.
Była tak pochłonięta chorobą matki, że nie zwracała uwagi na bolące stawy.
Wiedziała, że nie nadaje się na dawcę nerki, ponieważ zachorowała na boreliozę.
Mama Oli zmarła w 2008 roku.
Przyjaciółka uświadomiła sobie, że choroba  dopadła  ją przez obwinianie się.
Utwierdziły ją w przekonaniu następujące fakty.
Przez dziesięć lat pracowała w ogrodzie i kleszcz ją nie ukąsił. Mama poszła na dializy w styczniu, a ją tego samego roku, parę miesięcy później dopadł zakażony owad.
Powtarzała kilkakrotnie stwierdzenie z wewnętrznym przekonaniem,, Ja nie jestem chora na boreliozę. Ta choroba dopadła mnie, gdy zaczęłam się obwiniać. Teraz zrozumiałam, że nie mogłam pomóc mamie, pomimo usilnych starań. To nie moja wina”
Po kilku miesiącach choroba opuściła Olę.
Podam następny przykład.
Pewna dziewczyna miała zaburzenia lękowe.
Była przekonana, że nieprzyjazna atmosfera, która panowała w jej domu była wywołana przez nią.
Matka często oskarżała ją o to, że zmarnowała jej życie.
Te okrutne słowa które niemal codziennie docierały do uszu dziewczyny- cytuję,, To przez ciebie musiałam wyjść za mąż. Ty zmarnowałaś moje życie. Mogłam cię udusić zamiast urodzić. Ty jesteś kulą u mojej nogi. Jesteś niepotrzebna, tylko siejesz zamęt w rodzinie.......itp .”
Dziewczyna męczyła się z lękami, przerwała średnią szkołę, ponieważ choroba uniemożliwiała wyjście z domu.
Uczęszczała na terapię.
Pewnego razu uświadomiła sobie, że nie ponosi winy za to, że się urodziła.  Zgorzkniała matka i pijany ojciec stworzyli taką, a nie inną atmosferę w domu rodzinnym. Zrozumiała, że matka obarczała ją winą za swoje nieudane życie. Odreagowała swoje emocje na niewinnym dziecku.
Dziewczynie odpuściły lęki.
Skończyła studia pedagogiczne, pracuje w gimnazjum.
Podam przykłady karania siebie, oparte o własne doświadczenia.
Uważnie przeczytaj i pomyśl, czy tobie nie zdarzały się takie przypadki.
Kilkanaście lat wstecz, miałam problem z asertywnością.
Szłam na spacer z pieskiem do pobliskiego lasu. Podeszła  znajoma i zapytała czy może dołączyć do mnie. Pierwszy raz zdecydowanie odmówiłam nie tłumacząc się.
Po odejściu kobiety, narastało we mnie poczucie winy. Głowę opanowały obwiniające  myśli,, Może ta kobieta chciała ze mną porozmawiać ? Może ma problem? Szkoda, że jej odmówiłam.”
Nie dotarłam do lasu, ponieważ skręciłam nogę. Tak się ukarałam.
Innym zaś razem odmówiłam córce wspólnego wypadu na zakupy.
Obiecałam jej wcześniej, że pojedziemy do odzieżowego centrum handlowego.
Obarczyłam się winą, że zawiodłam dziecko.
Podczas krojenia warzyw na sałatkę, skaleczyłam u dłoni palec.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Spotkanie z lękiem.







Na podstawie wieloletniej obserwacji walki z lękiem  uświadomiłam sobie, że odpowiednie podejście do irracjonalnego strachu, jest kluczowym rozwiązaniem problemu.
Aby skupić się na lęku i poznać jego taktykę, szukałam samotności pośród łona natury.
Tutaj skupiałam się tylko na danym problemie.
Tutaj uświadamiałam sobie czym jest irracjonalny lęk.
Stałam oparta o drzewo i w ciszy z daleka od ludzkich oczu pozwalałam lękowi  rozwinąć skrzydła i przyjrzeć  się mu w całej jego okazałości.
Nie wyprzedzałam jego działania domysłami typu, zaraz upadnę, zaraz zrobi mi się słabo, zaraz mnie udusi, zaraz umrę……… .
Przestałam wymyślać pochopne diagnozy typu, może będę miała zawał, może udar, jestem ciężko chora, może mam stwardnienie rozsiane, a może  mam tętniaka,……….. .
W  leśnej głuszy  dotarło do mnie, że przez wiele lat, tak naprawdę nie wiedziałam czego się bałam.
To co działo się ze mną podczas lęku to obawy, domysły, podsycanie myśli, strach co się ze mną stanie i panika.
Często powtarzałam, że podczas lęku nie jestem sobą, że lęk rządzi mną, a nie odwrotnie.
Dlaczego tak sądziłam?
Teraz wiem.
Ja uciekałam od czegoś, czego nie znałam.
To tak jakbym stała przed wejściem do ciemnego pomieszczenia, a myśli w głowie podpowiadały czarny scenariusz ze spotkania z ciemnością.
Już kolejny raz z rzędu stoję roztrzęsiona przed wejściem , stawiam niepewny  krok do przodu i  nagle wycofuję się.
Mija kolejna pora roku, a ja nadal stoję.
Bywają dni, że na samo wspomnienie o zbliżeniu się do wejścia, jeżą mi się włosy na głowie.
Bywają też dni, że chcę przekroczyć  próg tak trudnej do pokonania drogi, lecz nieprzyjazne myśli wyprzedzają działanie.
 Emocje blokują poruszanie się do przodu.
Panika brała górę.
Ciągle  wycofywałam się i uciekałam.
Czy ja kiedykolwiek przekonam się o tym, co może zdarzyć się w tej ciemności ?
Jeżeli nie wejdę tam sama, to nigdy się o tym nie dowiem.
Zdarzały się dni, że wbiegłam do owej ciemności, która latami spędzała mi sen z powiek.
No cóż, wybiegłam szybko.
Było strasznie, nie chcę o tym nawet mówić.
Więcej, już tam nie wejdę.
Logika podpowiada --wejdź i się przekonaj, czy coś złego się wydarzy.
Przyjazne myśli, które od czasu do czasu przebywają dłużej w głowie wołają,, Wejdź! Raz kozie śmierć. Skoro inni tam wchodzą, to ty też możesz. To irracjonalny lęk, a nie prawdziwy.
Spróbuj!  Jak się o tym nie przekonasz , lęk przyklei się do ciebie i pozostanie.
Wejdź tam ! ‘’
Zbliżyłaś się do wejścia. Stoisz na trzęsących się nogach, bo wyobraźnia o strachu popędziła do przodu. Ty uparcie powtarzaj  ,,Jestem bezpieczna, jestem bezpieczna, jestem bez……………’’ .
Krzycz głośno dodając sobie odwagi,, Raz kozie śmierć, raz kozie śmierć, jestem bezpieczna, raz ko…….. ‘’ .
Popatrz weszłaś do ciemnej jaskini.
Zrobiłaś aż cztery kroki do przodu.
Nic ci się nie stało.
 Byłaś w tym nieprzyjaznym dla ciebie miejscu.
Następnym razem pokonaj pewnie, te cztery kroki, oswajaj się z nimi.
Kolejnym razem  zagłuszaj myśli słowami,, Nic mi się nie stało, jestem bezpieczna, raz kozie śmierć, nic mi się nie sta……….’’ .
Czyny potwierdzone praktyką umacniają nasze przekonania.
Pewnego razu wejdziesz , nawet kilkanaście sekund postoisz  i wybiegniesz.
Zaczynasz oswajać się ze swoim irracjonalnym lękiem.
Brawo! 
 Jesteś na najlepszej drodze do nauczenia się życia z lękiem lub pokonania go.


środa, 7 stycznia 2015

Bagaż.






Wczoraj stałam przy straganie , aby kupić owoce.
 Przysłuchiwałam się głośnej rozmowie matki skierowanej  do siedmioletniego syna.
Zacytuję  monolog .
,, Dlaczego nie powiedziałeś dzień dobry babci Olka !
 Wiesz, jaki wstyd zrobiłeś ojcu.
Co o nas pomyślą ludzie w bloku.
 Olek, to dobrze wychowany chłopak, nawet dwa razy dziennie się kłania, a ty nie potrafisz się zachować.
 Szkoda, że Olek nie jest moim synem.
 Pamiętaj, aby to więcej się nie powtórzyło.
 Jak jeszcze raz tak się zachowasz, to będziesz miał karę, zablokuję ci komputer na dwa tygodnie. Jeszcze dzisiaj dopilnuję, abyś przeprosił babcię Olka  za swoje zachowanie.”
Po chwili rozmowę przypieczętowały dwie wrony, przepraszam dwie znajome owej kobiety.
Cytuję ich słowa,, Mama ma rację Bartek, ty mi  kiedyś też nie powiedziałeś dzień dobry.
 Wstyd, że taki duży chłopak, a nie potrafi się zachować.
 Moja Ela  jest młodsza od ciebie, a zawsze się kłania”
Druga kobieta również wyraziła swoją opinię słowami ,,Jak jeszcze raz przyłapię cię , że nie potrafisz okazać szacunku, to zamknę cię w piwnicy.”
 Głośnym śmiechem zakończyła swoją prelekcję.
Byłam zdumiona zachowaniem matki chłopca i kobiet.
Ile  niepotrzebnych słów padło pod jego adresem , które wywołują w psychice poczucie winy.
Porównywanie chłopca do innych, straszenie, ośmieszenie i to słynne powiedzenie,, Co pomyślą inni o nas”.
Niestety taki bagaż w głowie nosimy od dzieciństwa.
Ja byłam przerażona zachowaniem matki, a dwie kobiety  utwierdzały ową panią w tym, że dobrze wychowuje syna.
Czy ja zwariowałam?
A może ja przebudziłam się i patrzę zupełnie inaczej na ten świat.
.Gdyby pouczyła chłopca słowami, że należy mówić dzień dobry, bo takie są ogólnie przyjęte normy zachowanie, to bym ją zrozumiała.
Bagaż cudzych, nieprawdziwych poglądów, wiele z nas nosi do dzisiaj.
Uginamy się pod nim, jest niewygodny, niejednokrotnie  wywołuje zaburzenia lękowe i wiele niepotrzebnych, niechcianych emocji.
Jest przyczyną smutku, osamotnienia, często choroby fizycznej, ale nadal niesiemy go przez życie uparcie.
Dlaczego?
Bo nie  zdajemy sobie z tego sprawy, bo nie potrafimy.
Informacje o  owym bagażu docierają do nas , że jest balastem, lecz my ich sobie nie uświadamiamy.
Nadal śpimy.
Jeszcze nie przebudziliśmy się.

Gdy sen zakłócą koszmary, gdy informacje zastąpią uświadomienie, wtedy będziesz się budziła.


sobota, 3 stycznia 2015

Rozmowa.








Na początku dość trudno obiektywnie i bez emocji obserwować swoje zachowanie.
Więc spróbuj obserwować siebie, jak kogoś obcego.
Postaram się w jasny i obrazowy sposób uświadomić ci paradoks zachowania wobec irracjonalnego lęku.
Wyobraź sobie, że rozmawia z tobą  dana osoba.
Ciebie oznaczę literą ZB—zaburzenia lękowe, a osobę, która zadaje ci pytania literą O.
O—Czego się boisz?
ZB—Że zaraz mogę zemdleć, bo jest mi słabo.
O—Teraz jest ci słabo?
ZB—Nie, wcześniej było mi słabo.
O—Teraz dobrze się czujesz?
ZB—Tak. Tylko boję się, że zaraz zemdleję.
O—To mdlejesz teraz?
ZB—Nie.
O—To co dzieje się w tej chwili?
ZB—Nic się nie dzieje.
O—Więc o co chodzi?
ZB—O to, że w każdej chwili mogę zemdleć.
O—Odpowiedz mi konkretnie. Jak się teraz czujesz.?
ZB—Dobrze. Tylko boję się, że zaraz zemdleję.
O—Jeszcze raz spytam. Słabo ci teraz? Mdlejesz?
ZB—Teraz jest ok. Tylko boję się, że zrobi mi się słabo i zemdleję.
 O--Słuchaj. Pytam jeszcze raz. Czy teraz mdlejesz?
ZB-- Nie.
O--Więc teraz dobrze się czujesz.
ZB. Tak. Tylko..........

Nagraj tę rozmowę i odsłuchaj uważnie.
A może zabawisz się w aktora i nagrasz kamerą ową scenkę z bliską ci osobą.
Z powyższej rozmowy jasno wynika, że żyjesz przyszłością, którą projektujesz w ciemnych barwach.
Boisz się czegoś, co wcale nie musi nastąpić.
To tak jakbyś w domu cały czas obserwowała sufit i obawiała się o to, że w każdej chwili mogą upaść na twoją głowę gruzy.
Gra muzyka, w telewizorze leci ciekawy film, pies łasi się do ciebie, jesz smaczne ciasto.
Nie jesteś skupiona na tym co dzieje się teraz wokół ciebie.
Twoje oczy co parę minut obserwują  z niepokojem sufit.