Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 5 października 2017

Jak stawić czoło lękowi.








Od rana po wstaniu z łóżka bardzo się źle czułam.
 Bałam się , że zemdleję i rodzina zadzwoni po pogotowie wbrew mojej woli.
 Było mi słabo. Trzęsło mnie do tego stopnia, że nie potrafiłam ustać w jednym miejscu. Oparłam się o ścianę i zaczęłam intensywnie myśleć. ,, Słabo mi, trzęsie mnie, boję że coś złego stanie się ze mną za chwilę. Co moje ciało i umysł chcą mi przekazać?  Słabość to niemoc, nic nie potrafię w danej chwili zrobić, aby zapobiec niemiłym objawom. Trzęsienie ciała to zatrzymanie negatywnych emocji we wnętrzu. Kontrola siebie i otoczenia oraz  szalejąca negatywna w głowie myśl podsycała lęk. Co robić w takim przypadku? Zastosować antidotum. Powinnam zrobić wszystko, aby zająć się teraźniejszością do tego stopnia, aby zapobiec niemocy, wyłączyć kontrolę i rozluźnić mięśnie ciała " Wzięłam do ręki notes i długopis.
 Zaczęłam energicznie chodzić po mieszkaniu i liczyć kroki, gdy doliczyłam do stu, zapisałam liczbę w notesie.
 Chodziłam uparcie dotąd, aż naliczyłam pięć tysięcy  kroków ( około dwa i pół kilometra). 
Już w trakcie  chodzenia moja świadomość tak się zaangażowała, że słabość i trzęsienie ciała wycofało się.
 Czułam się dobrze, byłam rozluźniona i zadowolona z siebie, że potrafiłam  stawić czoło lękowi. Byłam od niego silniejsza.
 Opanowałam słabość, trzęsienie ciała i pozbyłam się kontroli. Przyszedł czas na zajęcie myśli pozytywną przyszłością czyli zaplanowaniem  dzisiejszego dnia.
 Wieczorem obejrzę ciekawy film, mam świetną książkę do czytania, zaraz zrobię sobie kawę i  wyszukam w internecie przepis na smaczny obiad. 
Jestem zdrowa fizycznie, to był atak lęku. Gdybym była chora , to po przejściu tylu kroków osłabienie by nie ustąpiło. 
Wyuczyłam świadomość i podświadomość do tego stopni, że za każdym razem gdy mnie brało, zaczynałam automatycznie chodzić i liczyć. 
 Zawsze pomagało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz