Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 9 listopada 2017

Wewnętrzna siła.




Podaj pomocną dłoń wewnętrzny przyjacielu
Pomóż uwierzyć w ciebie i siebie
Nie bądź obojętny!
Nie zostawiaj w samotności!
Nie pogłębiaj mojej bezsilności.

Teraz tonę w bagnie
Widzę rzeczywistość oczyma duszy
Jest przerażająca i wroga
Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość
Smutek, lęk, obawy.

 Podaj mi pomocną dłoń.
Tak blisko podeszłam do ciebie
Nie bądź obojętny i taki obcy
Uśmiechnij się do mnie, wysłuchaj
Na niebo nadciągneły chmury
Nie widzę słońca ani błękitu.

Dodaj siły, podaj pomocną dłoń
Wtedy liście przemówią do mnie
Językiem wiary i nadziei
Wyjdę z bagna i pobiegnę brzegiem
Będziesz przyjacielu mnie wołał
Ja to zrozumiem i zaszczepię w sobie
Odejdę od brzegu i dołączę do ciebie.

Podaj wewnętrzny przyjacielu pomocną dłoń
Pozwól uwierzyć w siebie i ciebie.


                         Autor Kazimiera Sokołowska.

sobota, 4 listopada 2017

Powtarzana czynność część I




Na podstawie własnych doświadczeń zaobserwowałam, że gdy codziennie wykonywałam taką samą czynność bez względu na samopoczucie, to po pewnym czasie ta czynność stała się  dla mnie azylem.
 W moim przypadku był to spacer, który udowodnił podświadomości, że to ja podejmuję świadomie decyzje i wytrącam ją z decydowania o moim życiu. Najpierw naucz się życia z lękiem, a później staraj się go wyeliminować.
Podam ci przykład oparty na własnych doświadczeniach.
Codziennie chodziłam na łono przyrody nie zwracając uwagi na warunki atmosferyczne. Na początku spacer nie sprawiał mi przyjemności. Często zdarzało się, że bałam się wyjść z domu. Były też takie momenty, w których chciałam zawrócić z drogi. Chodziłam uparcie i wmawiałam sobie, że to jest bezpieczne miejsce w którym, w każdej chwili gdy będzie mi źle mogę się schronić. Usilnie poszukiwałam miejsca w którym będę czuła się bezpiecznie. Z biegiem czasu polubiłam spacery. Czułam się coraz lepiej psychicznie podczas wędrówki, ponieważ mogłam zachowywać się swobodnie. Po kilku miesiącach systematyczne chodzenie sprawiło, że zaakceptowałam lęk na spacerach.
 Po południu wybrałam się do placówki handlowej. Stawiałam niepewnie kroki po chodniku, bo bałam się, że w każdej chwili mogę upaść. Niepokój i obawy uniemożliwiały mi swobodę poruszania się. W głowie jak zwykle pojawiła się myśl ,, Jestem chora, zaraz coś złego mi się przydarzy”. Jak na komendę pojawiła się następna myśl, która miała większe przebicie od pierwszej,, Chory człowiek czuje się fizycznie źle w każdym miejscu. Na spacerze nie miałaś żadnych niepokojących objawów fizycznych, teraz niemiłe dolegliwości zaatakowały ciało. Co to za choroba fizyczna, która pojawia się w danych sytuacjach?  Tam gdzie lubisz przebywać  i akceptujesz swoje objawy jesteś zdrowa”.
Spacer w moim przypadku, to doświadczenie poparte praktyką, która daje niezbite dowody, że jestem zdrowa fizycznie. Choroba pojawia się na zawołanie negatywnych  myśli, tłumieniu emocji, które staram się na siłę ukryć i nieakceptowaniu lęku. Udajesz kogoś kim nie jesteś, zachowujesz się wbrew natury.
Człowiek zadowolony z życia czuje się dobrze psychicznie i fizycznie.  Osoba, która ma zaburzenia lękowe nie jest zadowolony ze swojego życia. Dlaczego? Bo nie zaakceptowała choroby. Za każdym razem, gdy pojawi się lęk jest nim niemile zaskoczona. Tu tkwi problem podejścia do zaburzeń lękowych. Gdy zaakceptujesz swoją przypadłość, pogodzisz się z nią ,  wtedy praca nad sobą pójdzie w prawidłowym kierunku, to już nie będzie walka z wiatrakami, na którą traciłaś niepotrzebnie energię.. Jeszcze raz dobitnie powtórzę, człowiek zadowolony ze swojego życia eliminuje myśli związane z obawami i zastępuje je myślami, które uprzyjemniają życie.
Często słyszę słowa; akceptacja, zaakceptowałam. Jeżeli jesteś przekonana całą sobą, że zaakceptowałaś zaburzenia lękowe, to znaczy, że się z nimi pogodziłaś. Mówisz do siebie: mam lęk, miałam lęk i będę go miała.

sobota, 28 października 2017

Oczekiwanie, zaufanie.




  







 Jestem zmuszona zwrócić uwagę na pojęcia: oczekiwanie, zaufanie.
 Gdy prosisz o pomoc wewnętrzną mądrość czy otaczającą cię Siłę, nie oczekuj z niecierpliwością na odzew czy rozwiązanie problemu.
 Oczekiwanie to emocja. Często zniecierpliwienie związane z brakiem odzewu wywołuje rozżalenie, złość i gniew.
 Czy takie emocje przybliżą cię do nawiązania kontaktu duchowego? Zdecydowanie nie.
 Rozmawiałam z osobami, które modląc się do Stwórcy często wyrażali gniew i żal, że mają takie a nie inne życie. Obarczali Boga za swoje niepowodzenia.
 Gdy minęła im złość, prosili w modlitwach o rozwiązanie problemu. Bezowocne oczekiwanie sprawiło, że przestali prosić i wierzyć. 
Muszę z przykrością się przyznać, że na początku pracy nad sobą postępowałam podobnie. Na podstawie prób i błędów na własnych wieloletnich doświadczeniach wyciągnęłam pouczające wnioski---- nie oczekuj tylko powierz i zaufaj.
 Aby nie być gołosłowną odwołam się do przykładu wziętego z codziennego życia, które zapewne jest dla ciebie bliskie i znane.
 Gdy wybierasz się do znajomych w gościnę, jedziesz na wycieczkę czy na wczasy, często oczekujesz wspaniałego spędzenia czasu.
 Przez umysł przechodzą myśli, które są projekcją oczekiwania, takich a nie innych zachowań ludzkich i twoich reakcji na nie. 
Oczekiwanie, oczekiwanie i co z tego często wynika?
 Najczęściej oczekiwanie nie spełnia twoich pragnień i rozmija się z wcześniejszą projekcją wydarzeń w umyśle. 
Jesteś zawiedziona, rozgoryczona opowieściami ludzi, ich zachowaniem i swoimi reakcjami na nie.
 Idź na spotkanie i niczego nie oczekuj tylko ufaj w to, że będziesz czuła się dobrze sama ze sobą. Przyjmuj to co daje ci życie, wszystko zależy od twojego podejścia i nastawienia do danej sytuacji. Gdy niczego nie oczekujesz, tylko ufasz świat jest dla ciebie, a nie ty dla świata.

piątek, 20 października 2017

Paradoks.






 Odebrano ci dzieciństwo, które jest jednym z najważniejszych okresów w twoim życiu, ponieważ w tym czasie przygotowuje się dzieci do życia w dorosłość. Rola rodziców powinna polegać na rozmowach z dzieckiem, tłumaczeniem niezrozumiałych przez niego wydarzeń, otaczaniem go bezwarunkową miłością, budowaniem poczucia bezpieczeństwa  i zaufania. Tobie tego zabrakło.
Co miałaś w zamian ?  Traumatyczne przeżycia, których nikt ci nie wytłumaczył. Zamiast bawić się z rówieśnikami martwiłaś się kłótniami i nieporozumieniami opiekunów. Konsekwencjami takich przeżyć są zaburzenia lękowe w dorosłym życiu. Panicznie boisz się odrzucenia i opinii ludzi. Ukrywasz chorobę, która rujnuje ci życie. Czujesz się gorsza od innych, masz niską ocenę siebie. Dlaczego?
Powinnaś być z siebie dumna, że pomimo tylu przeszkód, dajesz sobie radę. Zdrowa osoba swobodnie porusza się  po sklepie, rozmawia ze znajomymi jest rozluźniona, spokojna, zadowolona. Takiej osobie trudno sobie wyobrazić, że można się bać czegoś, czego nie ma. Jej rozum tego nie ogarnia. Więc nie dziw się, że nigdy nie zrozumie twojego cierpienia. Faktycznie, może pomyśleć, że jesteś  inna od innych 
łagodnie mówiąc. Może pomyśleć o tobie, że jesteś nienormalna, takie stwierdzenie pewnie bardzo cię boli. Ty jesteś wspaniałym, dzielnym człowiekiem, który ma nie lada wyzwania w codziennym życiu i potrafi  sobie  z nimi radzić.

Pomyśl logicznie, ty powinnaś czuć się lepsza od inny, a nie gorsza. Zrozum, ty jako dziecko przeszłaś w dzieciństwie przez piekło. Inne dzieci kładły się spać. A ty? Czekałaś ze strachem na pijanego ojca, albo uczestniczyłaś w awanturze jako obserwator i  obwiniałaś się  o to, że  w domu panuje taka, a nie inna atmosfera.
Pewnie niektóre dzieci przeżywały podobną tragedię, ale owe  przeżycia nie miały  aż tak rujnującego wpływu na podświadomość. Pewnie spytasz od czego to zależy.
Od wielu rzeczy. Gdy w rodzinie ojciec pije, a matka cię nie wspiera, tylko traktuje jak dorosłą osobę.
Jesteś jedynaczką i sama musisz radzić sobie z otaczającą cię codziennością
Gdy awantury w twoim domu są na porządku dziennym, wtedy twoja podświadomość przyjmie to za prawdę.
 Gdy przeżywasz podobne sytuacje w domu rodzinnym, ale matka cię chroni i masz rodzeństwo, wtedy ciężar przeżywania traumatycznych wydarzeń nie wpływa tak drastycznie na twoją  podświadomość. Duży wpływ na przeżywanie wydarzeń ma twoja wrażliwość.
Pamiętaj, nigdy nie wdawaj się w rozmowę i przekonywanie osoby, która twierdzi, że przeżyła to samo co ty i nie ma lęków. To nie jej zasługa i nie powinna nigdy na ten temat wyrażać swojego zdania.
Jeszcze raz dobitnie podkreślę, że jesteś wspaniałą osobą, która pomimo przeciwności losu, radzi sobie w życiu dobrze.
To co dla zdrowego człowieka jest normalne, dla ciebie często jest wyzwaniem.
Jestem pewna, że Stwórca odebrał ci wiele w życiu, ale dał ci coś w zamian dobrego. Dzięki cierpieniu odnajdziesz własną drogę.

czwartek, 5 października 2017

Jak stawić czoło lękowi.








Od rana po wstaniu z łóżka bardzo się źle czułam.
 Bałam się , że zemdleję i rodzina zadzwoni po pogotowie wbrew mojej woli.
 Było mi słabo. Trzęsło mnie do tego stopnia, że nie potrafiłam ustać w jednym miejscu. Oparłam się o ścianę i zaczęłam intensywnie myśleć. ,, Słabo mi, trzęsie mnie, boję że coś złego stanie się ze mną za chwilę. Co moje ciało i umysł chcą mi przekazać?  Słabość to niemoc, nic nie potrafię w danej chwili zrobić, aby zapobiec niemiłym objawom. Trzęsienie ciała to zatrzymanie negatywnych emocji we wnętrzu. Kontrola siebie i otoczenia oraz  szalejąca negatywna w głowie myśl podsycała lęk. Co robić w takim przypadku? Zastosować antidotum. Powinnam zrobić wszystko, aby zająć się teraźniejszością do tego stopnia, aby zapobiec niemocy, wyłączyć kontrolę i rozluźnić mięśnie ciała " Wzięłam do ręki notes i długopis.
 Zaczęłam energicznie chodzić po mieszkaniu i liczyć kroki, gdy doliczyłam do stu, zapisałam liczbę w notesie.
 Chodziłam uparcie dotąd, aż naliczyłam pięć tysięcy  kroków ( około dwa i pół kilometra). 
Już w trakcie  chodzenia moja świadomość tak się zaangażowała, że słabość i trzęsienie ciała wycofało się.
 Czułam się dobrze, byłam rozluźniona i zadowolona z siebie, że potrafiłam  stawić czoło lękowi. Byłam od niego silniejsza.
 Opanowałam słabość, trzęsienie ciała i pozbyłam się kontroli. Przyszedł czas na zajęcie myśli pozytywną przyszłością czyli zaplanowaniem  dzisiejszego dnia.
 Wieczorem obejrzę ciekawy film, mam świetną książkę do czytania, zaraz zrobię sobie kawę i  wyszukam w internecie przepis na smaczny obiad. 
Jestem zdrowa fizycznie, to był atak lęku. Gdybym była chora , to po przejściu tylu kroków osłabienie by nie ustąpiło. 
Wyuczyłam świadomość i podświadomość do tego stopni, że za każdym razem gdy mnie brało, zaczynałam automatycznie chodzić i liczyć. 
 Zawsze pomagało.

czwartek, 28 września 2017

Ciało fizyczne i psychika są ze sobą ściśle powiązane.




Stan psychiczny osoby z zaburzeniami lękowymi można określić krótko. Gdy mięśnie są rozluźnione, psychika jest w pozytywnym stanie. Gdy mięśnie są napięte, psychika jest w negatywnym stanie. Osoba chora na zaburzenia lękowe szybko odgadnie, która osoba ma taką przypadłość chorobową jak ona. Wystarczy, że owa osoba stanie koło niej i będzie rozmawiała, albo słuchała . Po ruchach oczu, ciała i postawie  rozpozna, kiedy  źle się czuje psychicznie i zaczyna kontrolować siebie i otoczenie. Gałki oczne zaczynają poruszać się niespokojnie, często garbi się, kuli w sobie, tak jakby chciała się schować. Zaczyna przestępować z nogi na nogę. Często opiera rękę o ścianę, barierkę  o ile jest taka możliwość. Szuka niespokojnie czegoś w torbie, ściąga i zakłada okulary .
Człowiek, który nie ma do czynienia z zaburzeniami lękowymi, nie rozpozna osoby chorej .  Może pokusić się na określenie: niespokojna, zdenerwowana, ma gorszy dzień. Wątpię, żeby drążył  temat zachowania osoby, bo go to nie interesuje i  nie zwraca na to uwagi. Też od czasu do czasu ma gorsze dni i takie zachowanie u rozmówcy nie jest mu obce.
Zapamiętaj, nie jesteś gorsza od innych dlatego, że masz lęki. To nie twoja wina, więc nie obarczaj się niepotrzebnie, bo nie masz na to wpływu.
Podam ci przykład. Gdy rano wstajesz z łóżka  z obawą, że w każdej chwili może ci się zakręcić w głowie, możesz upaść czy zemdleć, twoje mięśnie są napięte, gotowe do obrony, czy ucieczki z danego miejsca. Chodzisz po ogrodzie i czujesz, że jesteś spięta. W głowie  króluje myśl podszyta obawą  o to, że możesz  w każdej chwili zemdleć i może ci się stać coś złego. Niby nic się szczególnego nie dzieje, lecz ty meczysz się ze sobą. Skupiasz się na sobie, kontrolujesz swoje ruchy, wzrok. To tak jakbyś siedziała na ławce i cały czas kontrolowała bawiące się dzieci, które w każdej chwili mogą wybiegnąć na pobliską ruchliwą ulicę. Gdyby tylko na tym twoja kontrola polegała, to byłoby to znośne i nie takie uciążliwe.  Twoja kontrola nad dziećmi jest bardziej skomplikowana. Mało tego, że musisz pilnować bawiące się dzieci, ty za niedopilnowanie dziecka, możesz dostać dotkliwą karę,  której  panicznie się boisz. Dzieci mają się bawić swobodnie, ty masz stać w pewnej odległości,  cały czas pilnować i przewidywać ruchy i zamiary dziecka, aby zapobiec tragedii.
 Myślę, że powyższy przykład obrazowo określa kontrolę osoby z zaburzeniami lękowymi, która często utrzymuje się przez większą część dnia.
 Teraz pewnie spytasz, kiedy taka osoba odpoczywa psychicznie. Odpowiem jednym zdanie. Odpoczywa, gdy porzuca kontrolę nad sobą.
Gdy czułam, że zaczyna mnie dopadać  lęk, szybko brałam się za wykonywanie jakiejś czynności fizycznej. Tym sposobem uczyłam  umysł innej reakcji na lęk.
 Gdy czułam, że ogarnia mnie słabość wywołana bezsilnością, szłam na spacer z psem. Kontemplowałam przyrodę, skupiałam uwagę na krokach, wsłuchiwałam się w odgłosy natury.  Gdy odczuwałam wewnętrzne trzęsienie i jednocześnie niemoc, zabierałam się za fizyczną pracę. Myłam podłogi,  kopałam ziemię w ogrodzie, myłam okna lub włączałam kasetę z ćwiczeniami i wspólnie z instruktorką wykonywałam różne pozycje gimnastyczne.
Robiłam wszystko, aby oderwać od siebie myśli, obawy i lęk.
 Tym sposobem rozluźniałam mięśnie, bo zaczęłam się skupiać nie na sobie tylko otoczeniu i na wykonywanej pracy. Mój stan psychiczny diametralnie się zmieniał z negatywnego na pozytywny. Często jest tak, że wykonujesz  fizyczną pracę i na początku nie potrafisz się rozluźnić, bo umysł jest zajęty  nadal myślami, które utrudniają porzucenie kontroli. Powinnaś uzbroić się w cierpliwość i nie przerywać pracy, po pewnym czasie porzucisz kontrolę i całą sobą wtopisz się w wykonywaną czynność.
 Spróbuj  i przekonaj się sama.
Takie podejście do lęku szybko wejdzie w tak zwaną przysłowiową krew, gdy  zaakceptujesz chorobę.

Gdy nie zaakceptujesz choroby, twoje wzmagania z lękiem sprawią, że zawsze będziesz się go bała reagując  na niego paniką, mało tego, będziesz się bała lęku przed lękiem.
Wiesz dlaczego?  Bo twoje podejście do lęku  utrwala go,  twoja bezradność wobec niego daje mu możliwość rządzenia twoim życiem.
Dopada cię lęk. Jak się zachowujesz?
W głowie jak burza przechodzą złowieszcze myśli jedna przez drugą ,, Zaraz coś mi się stanie złego. Zaraz dostanę zawału serca. Boże zaczyna mnie dusić. To nigdy nie przejdzie. Zaraz zemdleję i wezmą mnie do szpitala. Boże chyba zaraz umrę” itp.
Co robisz? Podsycasz lęk negatywnym myśleniem.
Teraz zaczynasz stawiać lęk na piedestał. Kładziesz się do łóżka, lub siadasz w fotelu. Boisz się ruszyć z miejsca, w  głowie szaleje myśl ,, Boję się, że zaraz znowu dopadnie mnie lęk. Już dzisiaj nigdzie nie wychodzę, bo boję się, że stanie mi się coś złego”
Dwa różne sposoby podejścia do lęku i dwa różne nastawienia do choroby.
W pierwszym przykładzie uczysz  umysł zapamiętywania reagowania na lęk.
W drugim przypadku, podsycasz lęk negatywnymi myślami.
W pierwszym przypadku mówisz do siebie,, Wiem, że mam zaburzenia lękowe i powinnam się z nimi nauczyć żyć”
W drugim przypadku mówisz do siebie ,, Kiedy te lęki mnie opuszczą. Ja nie potrafię z nimi żyć, bardzo się ich boję. Lęk rządzi moim życiem, jest silniejszy ode mnie”
Na koniec jeszcze jedna skuteczna rada, wyeliminuj ze swojego słownictwa wyraz muszę i zastąp go wyrazem mogę.