Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 29 grudnia 2013

Nie mów o chorobie część II.

Łatwo mi było powiedzieć lecz trudniej wykonać.
Zaparłam się w sobie.
Pierwszy dzień był okropny, drugi gorszy od poprzedniego. W trzecim dniu zaczęłam się wycofywać z podjętej decyzji. Gdy usłyszałam słowa męża, adresowane do mnie ''; Widzę, że już lepiej się czujesz, bo drugi dzień nie narzekasz. Cieszę się, ze wzięłaś się w garść."
Nagle żal ścisnął moje serce. Nie wytrzymałam .  Dałam upust narzekaniu i użalaniu się nad sobą.
Opowiedziałam z dokładnością o swoich objawach, jakie nawiedziły mnie tego dnia. Na końcu rozmowy, dobitnie podkreśliłam,, Myślałam, że dzisiaj będę wzywała pogotowie, bo byłam pewna , że umieram.''
Rozmowa o chorobie i jej  dolegliwościach, stanowiło dla mnie w owym czasie sens życia.
Więc nic dziwnego, że zajmowało mi to większą część dnia.
Użalanie się nad sobą stanowiło żelazny argument na usprawiedliwianie i wycofywanie się z różnych sytuacji, które przynosiło życie.
Gdy kładłam się wieczorem spać, byłam na siebie zła, że nie wytrzymałam w postanowieniu.
Tak bardzo chciałam wyjść z nerwicy, chciałam być normalnie funkcjonującym człowiekiem.
Wycofanie się z powziętego celu ,, dołowało mnie".
Po każdej porażce, mobilizowałam się do bardziej wytężonej pracy nad sobą.
Przyrzekłam, że już nie będę opowiadać o swoich objawach.
Dzielnie pokonywałam kolejne dni.
Powtarzałam w myślach;
--- Dzisiaj nie będę narzekała
--- Co mi to da, że będę opowiadała o swoim cierpieniu.
---Nikt nie odbierze mi bólu głowy, słabości czy duszności.
--- Już nie będę się ośmieszała, w kółko powtarzając jedno i to samo.
Siedziałam przy kolacji z mężem i córkami. Opowiadali o tym jak minął im dzień. Udawałam, ze słucham z zainteresowaniem. Moją głowę zaprzątało skupianie się na swoich objawach. Czułam jak przepływa krew w moich żyłach, jak kumuluje się napięcie w głowie, jak zaciska się gardło, blokując przepływ powietrza. Byłam niecierpliwa i trzęsło mnie. O czasu do czasu wstawałam od stołu, aby odnieść daną rzecz, czy podnieść okruchy z dywanu.
Nie powiedziałam ani jednego słowa na temat dramatu, który rozgrywał się w moim organizmie.
Nareszcie nastała pora odpoczynku. Weszłam do łóżka i pierwszy raz od dłuższego czasu , UŚMIECHNĘŁAM się do siebie. Byłam z siebie dumna, ponieważ dzisiaj upłynął dziesiąty dzień bez narzekania. Po trzech tygodniach, temat nerwicy lekko opadł z piedestału.Owszem, chodziłam jak zdjęta  ,, z krzyża'' bo też tak się czułam. W głowie oprócz czerni, zaczęła przeplatać się nuta szarości. Zrobiłam malutki kroczek w pokonaniu nerwicy.


piątek, 27 grudnia 2013

Nie mów o chorobie część I.

Lęk królował w mojej głowie. Poddałam mu się całkowicie. Był irracjonalny, lecz mój umysł odbierał go, jako prawdziwe zagrożenie życia. Zachowywałam się jak przestraszona, biedna mysz, która siedzi w norce i cały czas się trzęsie, aby jej tam nie dopadła śmierć.
Ego było tak rozszalałe, tak nieprzyjazne, że doprowadzało mnie do destruktywnego zachowania.
Nie miałam nad nim władzy. Żyłam przeszłością i przyszłością, zabrakło miejsca na teraźniejszość.
Nie było mowy o dostosowaniu się do codzienności. Już nie potrafiłam być normalnym człowiekiem.
Domownicy codziennie słyszeli o moich fizycznych objawach: że jest mi słabo, że kręci mi się w głowie, że zaraz się uduszę, że dostanę zawału serca, że mnie sparaliżuje, że ich nie widzę bo wzrok się rozmazuje, że zaraz umrę itd.
Moje zachowanie na każdym kroku, zdradzało jakimi myślami jest przepełniona głowa.
Byłam uciążliwa i monotematyczna. Trudno było wytrzymać w moim towarzystwie.
Domownicy, gdy tylko nadarzała się okazja, omijali mnie i unikali.
Wtedy cierpiałam podwójnie, bo czułam się odrzucona i niekochana.
Taka sytuacja trwała dniami, tygodniami i miesiącami. Zatruwałam sobie i innym życie.
Wszystko kręciło się wokół mojej nerwicy lękowej. Sytuacje i wydarzenia odbierałam w kolorze czarnym, nie było miejsca na odcienie szarości, już nie wspomnę o bieli.
Ten niepokój, ta niecierpliwość oraz częste wpadanie w panikę, rozsiewało napięcie wokół otaczających mnie osób. Wyryty na twarzy smutek i przerażenie w oczach, mówiło samo za siebie.
Byłam przekonana o tym, że jak będę opowiadała o swoich objawach nerwicowych, to emocje i żal wypłyną na zewnątrz. Bardzo się myliłam. Zasada działała akurat odwrotnie.
Im więcej opowiadałam o swoim cierpieniu, tym więcej tego cierpienia było.
Byłam tak uzależniona od użalania, jak alkoholik od alkoholu.
Pewnego dnia nareszcie dotarło do mnie, że domownikom jest trudno ze mną wytrzymać.
Mąż patrzył na mnie z politowaniem, a córki ze złością, że jestem taka a nie inna.
Zaczęłam się coraz bardziej obwiniać i nienawidzić.
Byłam  w tak opłakanym stanie psychicznym, w takim chaosie myśli, że nie wiedziałam od czego zacząć pracę ze sobą, aby pokonać nerwice.
Postanowiłam, że nie będę mówiła na głos o swoich objawach nerwicowych.
Muszę wytrzymać w swoim postanowieniu.

niedziela, 22 grudnia 2013

Inwestuj w siebie.

Byłam zmuszona, aby pracować ze sobą nad pokonaniem nerwicy lękowej.
 Na podstawie wieloletnich doświadczeń, nauczyłam się obserwować swoje ego, które szeptało, krzyczało i narzucało myśli, które wywoływały niemiłe emocje. Powoli, cierpliwie i systematycznie zmieniałam kody w swoim komputerze. Na początku moim celem było pokonanie choroby. Z czasem pragnienia poszerzyły się. Konsekwentnie z zapałem, inwestowałam w siebie. Dzięki pracy odkryłam inny świat. Pokochałam swoje wewnętrzne dziecko. Odkryłam swoje pasje. Teraz przez życie, prowadzi mnie wewnętrzna mądrość./ Każdy z nas ją posiada/  Radość czy ochrona,
 pochodzą z wnętrza, już nie opieram tych uczuć na zewnętrznych sytuacjach czy osobach.
Stare porzekadło jest prawdziwe; Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło;
Podsumuję temat wierszem, który napisałam w książce ; Pokonaj cienie przeszłości"
Ziarno rozsiane przez wiatr
Spadło na ziemię
Zabrakło mu szczęścia
By upaść na żyzną glebę
Tu wiatr wyznaczył ci miejsce
Zakorzeniłaś się i rosłaś na skale
Wiatr smagał wiotkie gałązki
Uginałaś się do ziemi
Zdawać by się mogło, że wyrwie cię z korzeniami
Pioruny uderzające w skały
Nie zniszczyły cię ulewy i śnieżyce
Zmagałaś się z żywiołami przyrody
W bezwzględnym górskim klimacie
Połamały się gałązki, lecz rosłaś nadal
Ze smutkiem spoglądałaś na limby
Rosnące w skupieniu u podnóża szczytu
Osamotniona zmagałaś się z żywiołem
Odpierałaś dzielnie ataki
Człowiek wywołał lawinę
Teraz stałaś wrośnięta w ziemię
Jak ogołocony pal
Zdawać by się mogło, że się nie odrodzisz
Nie odbijesz od dna
Z czasem wypuściłaś z kory nowe gałązki
Liście zaczęły tworzyć koronę
Rosłaś pomimo przeciwności losu
Rosłaś pomimo przeciwności natury
Rosłaś wbrew rządzącym prawom
Czerpałaś siły z promieni słonecznych
Umacniałaś korzenie wplatając je w kamienie skalne
Kąpałaś się w strugach deszczu
O dziwo!
Zaczęłaś tańczyć podczas wiatru
Mijały miesiące i lata
Gałęzie i liście tworzyły imponującą koronę
Ty rosłaś i rozkwitałaś
Wbrew przeciwnościom losu
Teraz limby spoglądały z podziwem na ciebie
                                   Zdrowia, wewnętrznej radości i wiary we własne siły
                                    z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia oraz
                                   Nowego Roku
                                                    życzę wszystkim czytelnikom
                                                    z Polski i poza jej granicami.
                                                     Kazimiera Sokołowska.
                     





środa, 18 grudnia 2013

Przerwij zaklęty krąg.

Obserwowałam ludzi na grupach terapeutycznych. Byłam świadkiem ich reakcji emocjonalnych. W ośrodku uświadomili sobie, skąd pochodzi źródło ich lęków. Byli zaskoczeni tym, że taki los zgotowały im najbliższe osoby, kochane przez nich. Byli rozżaleni i wściekli, że akurat to ich spotkało. Czuli się odrzuceni i niekochani. Użalali się nad sobą , do tego stopnia, że ich samopoczucie, było w opłakanym stanie. W ich pamięci wyryły się same tragiczne sytuacje z okresu dzieciństwa i lat młodości. Sama byłam tego przykładem. Cierpienie, tak się skumulowało, że nie mogłam ze sobą wytrzymać. Dopiero po pewnym czasie, olśniło mnie, że zadaje sobie i tylko sobie ból, który bazuje na przeszłości. Byłam dzieckiem, dlatego biernie przyjmowałam to, co zsyłał mi los. Nikt mnie nie nauczył jak się bronić. Dlatego wybaczyłam sobie. Wybaczenie innym, zajęło mi trochę czasu. Gdy zrozumiałam, że najbliżsi byli na takim, a nie innym poziomie nieświadomości. Postępowali tak, jak z nimi postępowano. Zgłębiłam  temat ich dzieciństwa i zrozumiałam. Jestem pewna, że gdyby ktoś uświadomił ich, że wychowanie przyszłego pokolenia wygląda zupełnie inaczej, zapewne skorzystaliby z porad.
Popatrz, jak historia zatacza krąg.
Jesteśmy ofiarami ofiar.
Przerwij ten zaklęty krąg dla własnego dobra i innych.
Daj początek zdrowym relacjom.
Teraz zamknij oczy i przypomnij sobie, te dobre chwile z okresu dzieciństwa. Gdy wykonywałam powyższe ćwiczenie, byłam przerażona, że tylko złe sytuacje wyryły się w mojej pamięci. Ćwiczenie to powtarzałam przez kolejne dwa dni. Byłam zaskoczona, że te dobre chwile umknęły z mojej pamięci. Było ich całkiem sporo. Fala ciepłych uczuć zalała moje ciało. Uświadomiłam sobie, że nie byłam całkiem odrzucona, że rodzice kochali mnie na swój sposób.
Teraz usiądź wygodnie w fotelu i przemyśl zagadnienie poruszone w poście.
Zaobserwuj i zastanów się, jak ty traktujesz siebie i co o sobie myślisz.
Z doświadczenia wiem, że postępujesz ze sobą tak,  jak postępowali z tobą rodzice. Zapewne masz do siebie żal, że tak, a nie inaczej cię wychowali. Zachowujesz się  nie tak, jakbyś sobie tego życzyła. Krytykujesz się, obwiniasz, porównujesz do innych. Masz zapewne zaniżoną  ocenę swojej osoby. Potrzebujesz potwierdzenia innych, często opierasz prawdę na cudzych poglądach. Nie potrafisz być asertywna. Przekładasz dobro innych , nad swoje. Twoje myśli żyją przeszłością i przyszłością. Tylko spontanicznie skupiasz się na chwili obecnej, która jest podstawą spokojnej, harmonijnej egzystencji.
Odpowiedz sobie na pytanie; Czy ty kochasz siebie?
Jeśli tak, to bądź dla siebie kochającym, wyrozumiałym rodzicem. Przytulaj to dziecko, które jest w tobie. Mów do niego, w ciszy i na głos, że go kochasz. Poświęcaj mu codziennie dużo czasu. Dopinguj w dążeniu do celu. Odkryj, co lubi i jakie ma pasje.
Jeżeli, ty nie pokochasz siebie, to nikt cię nie pokocha.
Nikt nie da ci tyle miłości, co ty dasz sobie.
Jest to milowy krok, w pokonaniu obaw, lęków i przeciwności losu.

piątek, 13 grudnia 2013

Ewelina i Beata.

Ewelina zaczęła opowiadać- Byłam oziębła uczuciowo. Moje życie seksualne nie układało się. Mąż mnie zostawił po pięciu latach małżeństwa.
Miałam jedenaście lub dwanaście lat, w tym wieku nie rozumiałam wielu słów dotyczących życia dorosłych. Było sobotnie popołudnie. W domu panowała atmosfera zadowolenia, ponieważ ojciec przyszedł trzeźwy z pracy. Całą trójką wybraliśmy się na działkę. Matka plewiła grządki marchewki, wyrzucając chwasty do dziecinnego wiaderka, które służyło mi do robienia babek z piasku, gdy byłam mała. Jak zwykle asystowałam przy pracy,  śledząc każdy ruch, aby nie przegapić wezwania słowem bądź gestem. Zachowaniem przypominałam służącą, wzywaną dźwiękiem dzwonka. Wiaderko miało malutką pojemność, więc kilka chwastów szybko zapełniało naczynie. Byłam zadowolona, że matka ma dobry humor. Po skończonej pracy, usiadłam obok ojca i przytuliłam się do niego. Przed moimi oczami roztaczał się obraz szczęśliwej, zadowolonej rodziny Chciałam tę chwilę zatrzymać, aby trwała jak najdłużej. W tamtym czasie, było to moim najważniejszym marzeniem. Matka przyglądała mi się uważnie. Jej mina wyrażała niezadowolenie.Odeszłam od ojca i usiadłam na trawie. Matka podeszła do mnie i powiedziała ściszonym głosem, tak, aby ta informacja dotarła tylko do moich uszu: ; A ty krowo, co tak się przytulasz do ojca. Żyjesz z nim? Ty skurwysynu! "Wypowiedziała to tak groźnie, dając mi do zrozumienia, że zrobiłam coś złego. O znaczeniu słów matki, dowiedziałam się kilka dni później od starszej koleżanki. Już nigdy więcej nie przytulałam się do ojca. Były momenty, że tata mnie poklepał po ramieniu lub pogłaskał po głowie. W takich sytuacjach, natychmiast odsuwałam się od niego. Panicznie bałam się reakcji matki.

Beata piastowała odpowiedzialne stanowisko. Była  bogatą , niezależną finansowo kobietą. Panicznie bała się biedy i uzależnienia finansowego.
Zaczęła opowiadać o swoim dzieciństwie.: " Ojciec często straszył matkę, że ją opuści. Wystraszona tymi groźbami załamywała ręce. Mówiła do mnie przerażona, że nie będziemy miały za co żyć i nie poradzimy sobie bez pieniędzy ojca. Bardzo się bałam, że taka sytuacja może nastąpić. Nie spałam po nocach, chodziłam smutna i zamyślona. Byłam dzieckiem, słowa rodziców przyjmowałam bez filtra. Wierzyłam im, myśląc, że oni zawsze mają rację. Byłam pewna, że są moją jedyną ostoją.

wtorek, 10 grudnia 2013

Monika.

Poglądy i drastyczne, często powtarzające się sytuacje, w których uczestniczyłaś, teraz rzutują na twoje przyszłe życie. Twój mózg jest komputerem. Utrwalił na dysku, przeżycia z lat dzieciństwa i młodości. Dawniej bałaś się realnego zagrożenia, a teraz dopadły cię irracjonalne lęki. Opiszę jeszcze w paru postach przeżycia ludzi, aby uświadomić ci skąd pochodzi źródło twojej choroby. Nie piszę ci po to, abyś oskarżał bliskich, lecz po to, aby ułatwić ci pracę w pokonywaniu lęków.
Monika zaczęła opowiadać o swoim dzieciństwie. ;  Pierwsze wspomnienia z dzieciństwa dotyczą moich szóstych urodzin. Matka tamtego feralnego dnia, odprowadzała mnie do przedszkola.  Miałam na sobie kolorowe, elastyczne rajtuzy, które były w tamtych czasach luksusem. Zadowolona, że idę na spotkanie z rówieśnikami, podskakiwałam z radości na betonowym chodniku. Pamiętam minę matki, gdy upadłam na kolana i podarłam rajtuzy. Z rany sączyła się krew, ale to nie było ważne. Uwagę matki przykuły dwie dziury. Wściekła targała mnie za włosy prowadząc do domu. Gdy tylko przekroczyłam próg mieszkania, ukryłam się w kącie. Matka trzymała w rękach zielony, plastikowy kabel. Do dziś pamiętam świst przecinanego powietrza i mojej skóry, gdy na oślep okładała moje kruche, skulone ciało. Na kolejne razy reagowałam płaczem, ale to wywoływało u niej jeszcze większą agresję. Przestałam płakać i kuliłam się w sobie. W milczeniu , dzielnie przyjmowałam zadawane ciosy. Gdy przestała się nade mną znęcać, usiadłam na stołku w kuchni i modliłam się , żeby się na mnie nie gniewała. Tak bardzo pragnęłam, aby odezwała się do mnie łagodnym głosem. Wystraszona, obserwowałam wzrok matki, pragnęłam zobaczyć w nim przebaczenie. Daremnie czekałam, bo moje pragnienie nie ziściło się, aż do wieczora, gdy kładłam się spać. Pamiętam także dzień, gdy grałam z koleżankami w klasy. Skacząc na jednej nodze z jednej kratki do drugiej, koleżanka próbowała mnie popchnąć , żebym nie trafiła w kolejną kratkę. Potknęłam się, ale w ostatniej chwili udało mi się złapać równowagę. Panicznie się wystraszyłam, ze upadnę i podziurawię spodnie. Odeszłam od koleżanek i usiadłam na pobliskiej ławce. Przez dłuższy czas nie mogłam opanować drżenia całego ciała. Wtedy  pierwszy raz zsikałam się w majtki. Poszłam do domu, żeby żadna z koleżanek nie zauważyła moich mokrych spodni. Od tamtego momentu starałam  się zawsze chodzić uważnie, obserwując dokładnie powierzchnię, po której szłam"
Często bałam się wychodzić z domu podczas choroby, panicznie bałam się , że upadnę przy ludziach. Bywały takie dni, że opierałam się o ścianę, żeby pokonać daną przestrzeń..

piątek, 6 grudnia 2013

Iza.

Iza była piękną kobietą. Jej wspomnienia z dzieciństwa były tragiczne. Jak zaczęła opowiadać, słuchaczom  płynęły łzy z oczu.  Odkąd sięgam pamięcią, każdy dzień mojego dzieciństwa przebiegał podobnie. Urozmaicenie polegało na różnorodności kar stosowanych przez matkę oraz różnie brzmiących wyzwiskach płynących pod moim adresem. Trwało to, jak dobrze pamiętam, przez dwanaście lat, czyli okres chodzenia do szkoły podstawowej, a  później liceum ogólnokształcącego.  Rano wybiegałam z domu i podążałam do szkoły. Uczyłam się pilnie, nie  sprawiając żadnych problemów wychowawczych. Po zakończonych zajęciach śpieszyłam się do domu, ponieważ matka dobrze znała mój plan lekcji. Rozliczała skrupulatnie czas spędzony poza domem. Bałam się, że moje spóźnienie wywoła jej gniew. Po przyjściu do domu ściągałam mundurek szkolny, myłam ręce i zabierałam się za jedzenie obiadu. Po skończonym posiłku, sprzątałam kuchnie. Matka siedziała na stołku i uważnie mnie obserwowała. Czułam się ograniczona i bardzo skrępowana. Bałam się każdego wykonywanego ruchu. Miałam wrażenie , że wszystko robię nie tak, jakby tego życzyła sobie obserwatorka. Byłam tak spięta i nerwowa, że często  z moich rąk wyślizgiwała się szklanka, rozbijając się o drewnianą podłogę bądź zlewozmywak. Odgłos tłuczonego szkła wzywał matkę do akcji. Jak zwykle zaczynała mnie bić i wyzywać od najgorszych. Najczęściej padały tego typu określenia ,, Ty franco, do niczego się nie nadajesz, ty paskudna, niewydarzona krowo, nie dałabyś sobie rady w życiu beze mnie. Gdybym wiedziała, że będziesz taka nieudana, to bym cię udusiła, Ojciec pije, ty krowo przez ciebie. Ty doprowadziłaś do tego stanu. Moja choroba i same nieszczęścia w życiu, to też twoja wina. Żebyś wreszcie zdechła, to przynajmniej bym sobie odpoczęła, ty   nieudaczniku "  Te słowa i groźby powtarzane niemal codziennie, przez tyle lat, wrosły w moją psychikę. One spowodowały, że uwierzyłam w swoją nieudolność i całkowity brak zaradności. Przyjęłam postawę przepraszająca, że żyję. Byłam bojaźliwa, nieśmiała i skrępowana wśród innych osób. Prześladowało mnie uczucie, że swoją obecnością przeszkadzam innym. Czułam się jakbym była niepotrzebnym balastem. Słuchałam tych obelg i myłam nadal naczynia drżącymi rękami. Modliłam się w duchu, aby żaden przedmiot nie wysunął się z mojej dłoni. Odetchnęłam z ulgą, gdy zakończyłam zmywanie. Spoglądałam niespokojnie na zegarek i wzywałam w myślach ojca, żeby przyszedł trzeźwy po pracy do domu. Czas nieubłaganie mijał. Matka powoli wpadała w furię. Już wiedziałam z doświadczenia, że nic nie potrafię zrobić, aby zapobiec agresji matki zwróconej przeciw mnie. Kazała mi myć drewnianą , kuchenną podłogę. Okładała mnie brudną, mokrą  ścierką po plecach. Po upokarzającej i tragicznej ceremonii mycia podłogi, siadałam skulona przy stole i odrabiałam lekcje. Nie mogłam wydawać żadnych dźwięków, ponieważ to zakłócało ciszę i przeszkadzało matce, wsłuchiwać się w odgłos otwieranych i zamykanych drzwi na klatce schodowej. Starała się uchwycić moment, wchodzenia ojca do bloku. Najbardziej cierpiałam, gdy chciałam skorzystać z toalety. Przejście po drewnianej podłodze powodowało skrzypienie desek. Nie wspomnę już o tym, ze zabroniony był kaszel czy kichanie. Zdarzało się, ze zakłóciłam ciszę, wtedy za karę byłam wyzywana i okładana pięściami. Włączenie radia i telewizora w ogóle nie wchodziło w grę. Dramat rozgrywał się w totalnej ciszy. Takie wyczekiwania na ojca trwały najczęściej do północy, a zdarzało się, że dłużej. Gdy zmogło mnie zmęczenie kładłam się do łóżka, ale nie było mowy o spaniu. Czuwałam,  bo musiałam przeprowadzić ojca przez klatkę schodową do domu. Znudzona matka kładła się koło mnie.  Każde kręcenie się w łóżku czy przewracanie się na bok było zakazane.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Marysia.

Na samo wspomnienie z dzieciństwa, popłynęły jej łzy z oczu. Po chwili zaczęła opowiadać: Do moich obowiązków między innymi, należało przynoszenie ziemniaków, jarzyn i węgla z piwnicy. Do dzisiaj  samo wspomnienie ciemnej, .obskurnej i zaszczurzonej piwnicy, wywołuje ciarki i strach. Aby przekroczyć próg i wejść do podziemia, często prosiłam koleżankę  o pomoc. Gdy słyszałam odgłos rąbanego drzewa, wiedziałam, że w piwnicy jest sąsiad i wtedy wchodziłam sama. Innym razem jak najszybciej wbiegałam do ciemnego pomieszczenia, żeby spełnić obowiązek  i nie dopuścić do siebie uczucia strachu. Zdarzały się dni, że nie potrafiłam przezwyciężyć paniki i rezygnowałam z wejścia. W takim przypadku, pozostawało mi tylko jedno wyjście, wrócić do domu z pustą węglarką. Byłam zdecydowana na odbieranie razów i wysłuchanie epitetów pod moim adresem. Gdy stanęłam w przedpokoju ze spuszczoną głowa i skruszoną miną, dopadła mnie matka. Krzyczała i okładała mnie pięścią. Na domiar złego czekało mnie ponowne wejście do piwnicy: tym razem w asyście matki. Popychała mnie. Moja głowa wylądowała w skrzyni z jarzynami. Ziarenka piasku, przykleiły się do mojej mokrej od płaczu twarzy. Dobiegały mnie słowa,, Czego ty, przeklęta małpo się boisz, ty ofiaro, nic nie potrafisz zrobić sama, bez mojej pomocy!,, Szybko i dokładnie wycierałam twarz z piasku, aby nikt z sąsiadów na klatce schodowej , nie widział moich łez. Pamiętam też inne incydenty z piwnicą - podczas wakacji. Był upalny , lipcowy dzień. Koleżanki wybierały się na basen. Chciałam do nich dołączyć, żeby wspólnie popływać. Poprosiłam matkę o pozwolenie, ale zdecydowanie odmówiła. Argumentem było to, że miałam przynieść o godzinie czternastej ziemniaki na obiad z piwnicy. Nie protestowałam , ponieważ bałam się jej gniewu. Pomachałam koleżankom z okna  i życzyłam wesołej zabawy. Smutno mi było, że w taki dzień, chyba tylko ja jedna siedziałam przy matce. Ojcu nie żaliłam się na swoją niedolę, ponieważ przekonałam się na własnej skórze, że to tylko pogorszy mój los. Dostawałam takie dawki zastraszenia, ze nikomu nie opowiadałam co dzieje się w domu.   

czwartek, 28 listopada 2013

Ola.

 Zadowolona biegałam do bawiących się dzieci w piaskownicy, która mieściła się przed oknami mojego bloku. Słyszałam ostrzegawczy głos matki: ,, Pamiętaj, gdy uchylę okno i cię zawołam, masz natychmiast przerwać zabawę i przyjść do domu" Byłam szczęśliwa, że mogłam uczestniczyć w zabawie wspólnie z rówieśnikami. Każde dziecko przynosiło ze sobą zabawki, którymi się wymienialiśmy. Tamtego dnia teren zabaw wybiegał poza teren piaskownicy. Usypywaliśmy drogę z kamieni, budowaliśmy z rozmachem wiadukt z patyków, który znajdował się w kilkunastometrowej odległości  od piaskownicy. Nagle, jak z podziemi, wyrosła przede mną postać matki. Już docierały do mnie znajome wyzwiska, na moich plecach wylądowały pięści. Wystraszona i skulona, biegłam co tchu po schodach do mieszkania. Za mną podążała czerwona ze złości matka. Wiedziałam, ze czekają mnie okropne chwile, gdy tylko zamkną się za mną drzwi. Zaczęła się awantura na całego. Matka wyzywała mnie od: krów i skurwysynów. Groziła, że mnie zabije. Okładała pięściami po plecach i głowie. Szarpała mnie za włosy i kopała po nogach. W końcu zamknęła mnie w łazience. Dochodziły do mnie odgłosy pukania do drzwi. To dzieci dopytywały się mojej matki czy wyjdę na podwórko. Jak ja im zazdrościłam, że bawią się w piaskownicy, a ja muszę siedzieć w ciemnej łazience. Już nigdy beztrosko nie bawiłam się z  dziećmi. Zawsze uważnie obserwowałam okna, w których mogła w każdej chwili pojawić się postać matki. Dzieci przestały tak chętnie się ze mną bawić, ponieważ nie brałam udziału w zabawach, które odbywały się poza wyznaczonym przez matkę terenem. Nie potrafiłam  skupić się na zabawie, bo moją uwagę zaprzątało obserwowanie okien. Przez długi okres czasu, panicznie bałam się zamkniętych pomieszczeń. Winda przypominała mi, ciemną ciasną łazienkę, w której często siedziałam zamknięta za kare. Wolałam przemieszczać pietra po schodach, o własnych siłach.. Pamiętam dzień egzaminów. Byłam  pełnoletnią osobą. Doktor napisał  pytania na tablicy. Zamknął drzwi na klucz, aby nikt z zewnątrz nie przeszkadzał nam w pisaniu. Tak bałam się przebywania w zamkniętym pomieszczeniu, że z nerwów wyłączył mi się obraz. Nie wiem czy po kilku, czy po kilkunastu sekundach odzyskałam wzrok. Wystraszona wyszłam z sali egzaminacyjnej.  Dopiero po wielu latach uzmysłowiłam sobie ,  dlaczego tak panicznie boję się zamknięcia.

poniedziałek, 25 listopada 2013

Ewa.

Siedziałyśmy na materacach i opowiadałyśmy , o swoich przeżyciach z dzieciństwa. Ewa zaczęła mówić pierwsza ; Przez długi okres czasu,  dokuczał mi lęk przed połykaniem własnej śliny, płynów i pokarmów. Ujawnił się pewnego ranka. Wstałam z łóżka i jak zwykle, zaczęłam parzyć kawę. Przełknęłam łyk płynu. Nagle zachłysnęłam się. Nie mogłam przez parę sekund zaczerpnąć powietrza. Od tej pory , połykanie płynów czy kęsów pokarmu, sprawiało mi problem. Miałam uczucie , że w gardle umiejscawia się jakaś ruchoma kula. Ciągłe kontrolowanie połykania śliny, opętało  mój umysł. Przez długi okres , tak się męczyłam ze sobą, przeżywając okropne cierpienie, nie do opisania.  W ciągu dziewięćdziesięciu dni, schudłam osiem kilogramów. Za dnia, mimo usilnych prób, zdołałam wypić jedną szklankę płynów i zjeść banana lub kromkę chleba. Bałam się kaszleć, żeby zniwelować uczucie' " kuli w gardle", która zdawała się tam uporczywie tkwić. Panicznie bałam się, że nieprzemyślane, odruchowe przełknięcie czegokolwiek, spowoduje uduszenie się. Natomiast w nocy, gdy zrywałam się zaspana ze snu potrafiłam wypić dwie, a nawet trzy szklanki wody jednym haustem. W dzień , gdy świadomie chciałam coś wypić, obawa powracała. Przypuszczam, że lęk przed połykaniem, żeby się nie udusić, łączył się z przeżyciami z dzieciństwa. Matka myła mi głowę, dwa razy w tygodniu. Mogłam sama wykonać tą czynność, ale ona, nie pozwalała mi. Przed każdym myciem, bardzo się bałam. Piana z szamponu szczypała mnie w oczy. Kręciłam się niespokojnie, wtedy zdenerwowana matka, zanurzała mi głowę w misce z woda. Pamiętam, że panicznie się tego bałam, ponieważ utrudniało mi to oddychanie. Nie raz nabrałam przez nos wodę i się zachłysnęłam. Podczas pływania na basenie, do tej pory nie zanurzę głowy pod wodą. Gdy uświadomiłam sobie , po pewnym czasie , że lęk przed połykaniem, wiąże się z  przeżyciami z dzieciństwa, obawy związanie z połykaniem w dużym stopniu ustąpiły.

czwartek, 21 listopada 2013

Uświadomienie.

Uświadom sobie, skąd pochodzi twój lęk. To , że boisz się śmierci, że zachorujesz, że będziesz  musiał  leżeć w szpitalu,  że upadniesz, czy zemdlejesz. Te paniczne obawy i lęki, wypłynęły na powierzchnię, są przykrywką do tego prawdziwego lęku, który tkwi w tobie i wywołuje niemiłe emocje psychiczne. U jednych jest to bardziej zaostrzone, a u drugich przebiega w mniej drastyczny sposób. Pewnie, zależy to  od  częstotliwości i natężenia niekorzystnych dla ciebie sytuacji, w których dane ci było przebywanie.  Zapewne wpływ ma też  twoja osobowość i wrażliwość To wewnętrzne dziecko jest w tobie. Nie ważne ile masz lat. W dzieciństwie, prawdę o otaczającym cię świecie, budowałaś na podstawie poglądów, najbliższych otaczających  cię osób. Byłaś dzieckiem, przyjmowałaś wszystko bez filtra. Przychodzi taki moment w życiu, że już więcej nie wytrzymasz. Ten sznur, który utrzymywał twoje emocje, zaczyna się rozciągać, w niektórych miejscach przecierać, aż w końcu pęka. Już nie potrafisz powstrzymać na wodze, swoich  emocji. Destruktywne myśli ,rządzą umysłem. Twoje zachowanie jest określone przez fachowca, mianem nerwicy lękowej. Osoby dotknięte tą chorobą, zazdroszczą zdrowym psychicznie ludziom, normalnego startu w dorosłe życie. Zazdroszczą ,że byli kochani przez rodziców. A najbardziej zazdroszczą tego, że nie mają takich obciążeń psychicznych,  jak chory na nerwicę lękową. Nie wiedzą, co to znaczy irracjonalny lęk przed życiem, czy depresja. Zdrowy psychicznie człowiek nie zna tych uczuć. Oby nigdy ich nie poznał. Dlatego, obudziłam w sobie intuicję, która w znacznym stopniu pomaga , przechodzić przez życie z pełną wiarą,  we własne siły. Odróżnić, zło od dobra i nie gonić ślepo za tłumem. W następnych postach , opiszę ludzi , których poznałam na terapii w placówce psychologicznej.

poniedziałek, 18 listopada 2013

Pomóż sobie sama.

Opiszę w paru zdaniach,  jak radziłam sobie z objawami fizycznymi, wywołanymi niemiłymi ,  emocjami psychicznymi. Wiedzę na temat medycyny naturalnej i metod leczenia dalekiego wschodu, poznałam na wykładach w studium. Akupresura jest bezpiecznym zabiegiem, który polega na uciskaniu określonych punktów znajdujących się na ciele ludzkim, leżących na kanałach energetycznych. Medycyna europejska twierdzi, że podczas uciskania owych punktów, uciskamy zakończenia nerwowe, tak zwane receptory. Wówczas impulsy biegną drogami nerwowymi od ośrodkowego układu nerwowego, docierają do kory mózgowej, a stamtąd do narządów ciała poprawiając ich czynność. Natomiast medycyna chińska uważa , że uciskanie aktywnych biologicznie punktów, otwiera kanały energetyczne, w których płynie energia Qi, przyśpieszając jej krążenie w merydianach. Dlatego ten prosty w wykonaniu zabieg, zapewnia dopływ energii Qi, przywracając prawidłową funkcję choremu narządowi.
Z nagłymi słabościami radziłam sobie, masując okrężnymi ruchami( zgodnie ze wskazówkami zegara) opuszką palca, punkt znajdujący się nieco niżej nosa. Podczas zawrotów głowy, masowałam receptor narządu równowagi na dłoni. Znajdował się on na grzbietowej stronie dłoni, pomiędzy połączeniami palców IV i V. Masowałam odcinek półtora centymetrowy w kierunku nadgarstka, energicznym posuwistym ruchem do ustąpienia objawów. Przy zaburzeniach wzrokowych, zabierałam się za masaż stóp, pobudzając odpowiednie punkty biologicznie aktywne. Zawsze zaczynałam od lewej stopy. Przy zgiętych palcach stopy, pokazywało się zagłębienie, które wyznaczało receptor nerki. Masowałam go minutę ruchem okrężnym.  Od nerki, ruchem posuwistym w  skosie do początku pięty, po  stronie wewnętrznej, masowałam przewód moczowy minutę. Na końcu  przewodu moczowego, znajdował się pęcherz.  Uciskałam go pulsacyjnie minutę. Po tym zabiegu , odblokowałam energię i mogłam spokojnie, przystąpić do masowania danego punktu. Ponieważ miałam zaburzenia widzenia, więc masowałam do ustąpienia objawów, receptor wzroku. Punkt znajduje się u nasady II i III palca stopy. Zaznaczę, że na lewej stopie, znajduje się receptor prawego oka, a na prawej lewego oka.
Podczas napadu roztrzęsienia i silnego niepokoju, siadałam w fotelu. Masowałam ruchem okrężnym (kierunek zgodny ze wskazówkami zegara) jamę brzuszną , około 5 czy 10  minut.
Kiedy kuło mnie serce, kładłam prawą dłoń pod lewą piersią a lewą dłoń nad lewą piersią. Ręce trzymałam tak do 2 minut, nigdy nie dłużej. Po zabiegu, strzepywałam ręce, nieparzystą liczbę razy. Zaznaczę, że polaryzacja ciała to: lewa strona ciała- , prawa strona+, dół ciała-, góra +. .
Biernie wysłuchiwałam wszelkich obelg i oskarżeń pod swoim adresem, nie umiałam bronić własnych racji, dlatego zatrzymywałam w sobie niewypowiedziane słowa, pełne żalu i gniewu. Takie postępowanie powodowało duszności, które są zmorą większości nerwicowców. W celu uwolnienia się od nich, krzyczałam jak najgłośniej potrafiłam sylabę; ha; To ćwiczenie wykonywałam z dala od ludzkich uszu. Podczas wykrzykiwania robiłam rękami gest , jakbym strzepywała złą energię. Dzięki regularnemu wykonywaniu tych czynności, uczucie duszności minęło.

piątek, 15 listopada 2013

Intuicja.

Zawsze  na zadane pytanie wieczorem, rano po odpowiedź, biegałam na polankę. Tutaj w magicznym miejscu byłam pewna, że ego nie ma dostępu, przez te parę minut do mojego umysłu. Danie znaku trwało ułamek sekundy. Nie potrafię, swojego odczucia opisać słowami. Po prostu, wiedziałam całą sobą, tak czy nie. Każdy z nas, ma ten dar Boskości w sobie. Ja w niczym nie jestem lepsza od Was .. Opiszę kilka sytuacji, opartych na własnych doświadczeniach, w których intuicja ukazała iluzję , otaczającego nas świata. Na szpitalnym łóżku, leżała 86 letnia, schorowana staruszka. Obok, stały dwie córki chorej kobiety. Rozmawiały z personelem medycznym. Pielęgniarka mówiła, aby kobiety zawiadomiły swoją siostrę o chorobie matki. Radziła, aby córka staruszki przyjechała, z odległego kraju i pożegnała się z matką. Dwie siostry przytuliły się do siebie i zaczęły płakać. Wieczorem  przed snem ,zapytałam siebie, czy ta kobieta jest śmiertelnie chora. Rano na polance dostałam odpowiedź, że kobieta  wyjdzie z tej choroby.,  Pojechałam do szpitala  zawieźć koleżance, obiecaną wczoraj książkę. Na łóżku przy staruszce siedziały dwie córki, które poznałam poprzedniego dnia. Podeszłam przywitałam się i powiedziałam, że ich matka wyjdzie z tej choroby. Popatrzyły na mnie ze smutkiem w oczach i podziękowały za słowa otuchy. Co ja miałam wtedy zrobić, powiedzieć im , że to prawda. Tak ,, logicznie myśląc, kim ja byłam, kobietą z lasu, która zna odpowiedź. A koło mnie sztab lekarzy, pielęgniarek, maszyn  do badań i ten ogromny budynek. Przyznajcie się, komu byście uwierzyli. Znam odpowiedź. Już minęły dwa lata, a ja wciąż widzę starszą panią robiącą zakupy, w pobliskim sklepie. Następna sytuacja. Znajoma walczyła o stołek dyrektora w dużej placówki. O owe stanowisko, ubiegało się kilkanaście osób. Koleżanka, oceniła sytuację w kilku słowach cytuję,, Nie mam szans, ale spróbować mogę" Po zadaniu pytania i odwiedzinach  magicznej polanki, znałam odpowiedź. Wpadłam do znajomej na kawę, ze słowami na ustach,, Jestem pewna, ze wygrasz konkurs" Podziękowała z ironią w głosie,  za  pokrzepiające słowa. Nie myliłam się , wygrała. Już piąty rok pracuje na posadzie dyrektorskiej. Następna sytuacja. Sąsiadka wybierała się do pracy za granicę. Posadę w obcym kraju, miała jej załatwić bratowa. Przed wyjazdem do pracy, po konsultacji z polanką,  wpadłam na chwilę do sąsiadki, aby jej powiedzieć , że nie dostanie pracy. Kobieta odebrała informację jako złośliwość z mojej strony. I tym razem, intuicja nie zawiodła. Sąsiadka, pokłóciła się z brata żoną i wróciła za dwa tygodnie.  Opisałam , tylko kilka zdarzeń spośród wielu, w których mądrość wewnętrzna była niezawodna. Jeszcze, od czasu do czasu, ego próbowało podważyć mądrość płynącą z wnętrza. Sygnalizowało swoją obecność w głowie, myślą" To są zbiegi okoliczności".

środa, 13 listopada 2013

Tylko uwierz część 3.

Ta magiczna polanka, na której dostałam znak, była dla mnie azylem. Tutaj wyciszałam emocje, nabierałam sił do pracy, w pozbyciu się irracjonalnych lęków. Otworzył się przede mną  nieznany świat. Dreptałam po nim niepewnie. Lgnęłam do niego, ponieważ czułam się w nim dobrze. Codziennie odwiedzałam polankę. Prosiłam całą sobą , Stwórcę i swoich zmarłych bliskich, o poruszenie wewnętrznej mądrości. Mądrości, która zapewni wiarę we własne siły i w to, że tak jest tak, a nie jest nie. Jak zwykle, wystraszona przybiegłam na polankę. Nie spałam całą noc. Bolało mnie serce, duszności i drętwienie ciała dopełniało reszty. Ego  było w swoim żywiole, ponieważ reagowałam paniką na każdą, złowieszczą myśl. -- Dostaniesz zawału serca, a może cię sparaliżuje. Chyba to coś poważnego, ponieważ objawy się nasiliły. Obym, dzisiaj tylko nie umarła. Te okropne, pełne zgrozy myśli, podsycałam obawami. Już od rana ,nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Gdy moja ręka spoczywała na klamce, do uszu dobiegał głos domownika----Nic ci się nie stanie, to tylko nerwica. Biegłam wystraszona, co tchu na polankę. Wreszcie dotarłam do magicznego zakątka. Oparłam się o drzewo. Zatopiłam się wszystkimi zmysłami w modlitwie. Prosiłam o danie znaku na  pytanie: Czy mój układ krążenia jest zdrowy? Instynktownie , położyłam rękę na splocie słonecznym. Ogarnął mnie błogi spokój. Czekałam pełna nadziei na znak, kilka  czy kilkanaście minut. Ulotna , biała poświata, oplotła moją lewą stronę ciała. Nagłe, delikatne  uderzenie w okolicy żołądka i jedna decydująca myśl wypełniła głowę --Tak , jest zdrowy. Wyraziłam wdzięczność, za danie  odpowiedzi. Szłam do domu, pełna nadziei, na lepsze jutro. Wieczorem ego, zaczęło drążyć mój umysł. ---- Jest dwudziesty pierwszy wiek, a ty idziesz do lasu pytać , swoją wewnętrzną mądrość o.  odpowiedź .Jesteś nienormalna. Nie mów nikomu o tym, bo uznają cię za świra. Ogarnęły mnie wątpliwości. Boże, co ja mam robić. Jeżeli zniszczę kiełkującą wiarę w drzemiące we mnie siły, to nie uwierzę w siebie. Nie zapewnię sobie, wewnętrznej ochrony( poczucia bezpieczeństwa), nie pokonam lęku. Ja nie mam innego wyjścia. Cierpienie, nie pozwala mi żyć w otaczającym mnie świecie. Jednak nadal, krok po kroku, instynktownie, podążałam  obraną drogą. Czy idę w dobrym kierunku?

czwartek, 7 listopada 2013

Tylko uwierz częśc2.

Jak uwierzyć w to, że moje objawy fizyczne, są odzewem na emocje psychiczne. Duszności, skurcze mięśni, kłucie serca, zaburzenie widzenia, nagłe zawroty głowy, czy drętwienie ciała. Wachlarz dolegliwości fizycznych był urozmaicony, dlatego  myślałam , że jestem ciężko chora. Byłam tak skupiona na sobie, że nie pamiętałam dnia,  w którym czułam się dobrze. Dolegliwości fizyczne, wywoływały irracjonalne lęki. Bałam się wychodzić z domu, straciłam pracę , którą bardzo lubiłam. Zerwałam kontakty ze znajomymi i nie odbierałam telefonu. Nie potrafiłam siedzieć spokojnie przez chwilę na krześle, a w bezsenne noce snułam się po mieszkaniu. Dotknęłam dna psychicznego. Ludzie dotknięci nerwicą lekową, dokładnie wiedzą o czym piszę. W tym ciężkim dla mnie okresie, wybiegałam z domu do lasu. Stałam na krawędzi życia. Wtedy do głowy przychodziła tylko jedna myśl, albo się z tego stanu otrząsnę, albo nie chcę żyć. Nie dramatyzuję, ja naprawdę tak myślałam. Byłam załamana i zmęczona życiem. Stałam oparta o drzewo i modliłam się, prosząc o pomoc. Wiedziałam, że jest coś większego ode mnie, coś potężniejszego. Prosiłam o znak. (Pewnie w tym momencie czytając artykuł,  przyjdzie ci do głowy ocenianie mnie i przyklejenie etykietki. Szanuję twoją opinię, bez względu na to jaka ona jest) Ludzie, którym życie oszczędziło sytuacji podbramkowych, najczęściej wierzą w to co widzą i dotkną. Ja byłam zmuszona do poruszenia siły, która dżemie, w każdym z nas. Teraz umieszczę fragment tekstu, jednej z moich książek.;; Klęcząc przy drzewie, poczułam na ramieniu mocny, wyraźny dotyk, odwróciłam się gwałtownie wystraszona, szukając wzrokiem osoby , która to zrobiła. Nikogo nie widziałam. Teraz byłam pewna, ze to był znak od Boga. Wiedziałam, że moje modlitwy zostały wysłuchane. Nie poddawałam tego wydarzenia żadnym  rozmyślaniom i domysłom. Wręcz przeciwnie- utwierdzałam się w przekonaniu, że to nie było złudzenie. Byłam pewna, że Bóg dał mi znak, o który prosiłam przez kilka miesięcy. Zdeterminowana sytuacją, tak bardzo potrzebowałam pomocy i ją otrzymałam. ten znak dodał mi tyle siły i odwagi, że postanowiłam swój los powierzyć w ręce Boga." Cierpienie, otworzyło mi drogę do kontaktu z intuicją.

środa, 6 listopada 2013

Tylko uwierz część 1.

Tylko uwierz, a to osiągniesz. To stwierdzenie jest prawdziwe. Zasada w założeniu jest prosta, natomiast zrealizowanie jej, jest o wiele trudniejsze. Przeanalizuję tok myślenia, oparty na swoich początkowych doświadczeniach., w pracy nad pokonaniem nerwicy. Przeczytałam książkę i zakreśliłam zdanie, które głęboko poruszyło moją świadomość ;Tylko uwierz, a twoje marzenie się spełni: Byłam podekscytowana, że w końcu znalazłam, to czego tak usilnie szukałam. Zadowolenie rozpierało mnie. Pozytywna energia, wywoływała uśmiech na twarzy. W wolnych chwilach  i przed zaśnięciem powtarzałam owe magiczne zdanie. Byłam z siebie dumna, że akurat mi wpadła w ręce książka, która rozwiąże mój problem. Zaczęłam zgłębiać temat, poszukując potwierdzenia w innych źródłach. W wielu książkach psychologicznych autorzy poruszali powyżej opisane zagadnienie. Uwieńczeniem poszukiwań była biblia, Oby twoja wiara była, jak ziarnko gorczycy. Powiesz górze przesuń się, to ona się przesunie. Byłam uskrzydlona, ponieważ moja wiara nabrała mocy.(Tak mi się wtedy wydawało).Moją głowę bombardowały myśli. Posiadam tajemnice życia. Jestem wybrańcem, który odkrył,  tak prosty sposób na życie. Wystarczy tylko wierzyć, jakie to proste. Opowiedziałam o swoim odkryciu bliskim. Jaka byłam zawiedziona, gdy ujrzałam ich kpiące i ironiczne  miny .. Nie podzielali mojego poglądu. Ego powoli sprowadzało mnie na ziemię. Wiara została stłamszona. W mojej głowie było więcej wątpliwości, niż wiary w spełnienie marzenia. Poniosłam porażkę, ponieważ moja wiara,  była oparta na wierze innych. W owym czasie byłam tak zdeterminowana, że postanowiłam temat drążyć dalej.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Ego.

Nie jestem osobą oświeconą, która żyje w teraźniejszości. Nadal ego kieruje moim życiem, ponieważ mój umysł zaprząta, przeszłość i przyszłość. Owszem bywały krótkie chwile, z biegiem czasu coraz dłuższe, gdy ego nie miało do mnie dostępu. Żyłam w teraźniejszości, skupiona na chwili obecnej, wtedy byłam szczęśliwa. Wierzcie mi, gdyby istniała możliwość zapłacenia pewnej kwoty pieniężnej, aby żyć  chwilą obecną- zapewniam, że każdy , by oddał  ostatni grosz na ten cel. Owszem są wspaniałe chwile, które uskrzydlają, dodając chęci do życia. Te chwile  uniesień pochodzą z zewnątrz, są uzależnione od innego człowieka. Ja piszę o wewnętrznej radości, która jest w tobie. Gdybyś miała nazwać jednym słowem ,atrybuty dla alkoholika, nerwicowca czy osoby otyłej, zapewne wymieniłabyś: alkohol, myśli, obżarstwo. Ze wszystkich sił, próbowałam zaprzyjaźnić się z ego i udało mi się to. Wiem , że czytając powyższe zdanie, włosy jeżą ci się na głowie ze złości. Nie przejmuj się,  ja też tak reagowałam. Wierzcie mi, to był klucz do pokonania nerwicy lękowej. Uzmysłowiłam sobie ,że te  złowieszcze myśli. to nie ja, tylko ego. Doświadczenia i poglądy nabyte z przeszłości, teraz rzutowały na moje życie. Nazwałam ego   pieszczotliwie, Franusiem. Gdy zawładnął mną niepokój bądź niecierpliwość, mówiłam- O, Franio zaczyna działać. Gdy do głowy dobijały się myśli przepełnione obawą , że dostanę zawału serca, zemdleję, czy mnie sparaliżuje,  wtedy mówiłam- Franuś, ty znowu zaczynasz mnie straszyć. Jeszcze ci się nie znudziło pastwienie nade mną. Wiem, że jesteś zadowolony ,gdy reaguje paniką i ucieczką. Franio, daj spokój, wszystko przemija i ty się z biegiem czasu zmęczysz. Gdy wchodziłam do zatłoczonego sklepu, już na dzień dobry, bałam się. Mówiłam do siebie w myślach- Franio, masz teraz pole do popisu, zaraz cię uszczęśliwię, wiesz że  tutaj się boję,  żeby ludzie,  nie zauważyli mojej niechcianej  inności. Wiecie, że gdybym nie rozmawiała z Franiem, pewnie bym wybiegła w popłochu z placówki handlowej. Targaliśmy się z Franiem  on ciągnął linę w lewo , a ja w prawo. Nareszcie,  po pewnym czasie, uzbrojona w cierpliwość,  przekonałam Frania, że życie jest zbyt krótkie, aby marnować czas na urojone i irracjonalne lęki. Ja byłam coraz odważniejsza, a Franio kurczył się  z dnia , na dzien.

środa, 30 października 2013

Afirmacje.

Afirmacje,, to pozytywne stwierdzenia w czasie teraźniejszym. Nasz umysł ciągle jest zajęty myślami. Jedne przepływają, inne zatrzymują się na dłużej, a niektóre zakorzeniają się. Nie trudno odgadnąć, jakie myśli zadomowiły się na dobre u chorego na nerwicę lękową. Potrafią odbierać chęci do życia, podcinają skrzydła w działaniu, nie radzisz sobie z obowiązkami dnia codziennego. Jesteś smutna , rozżalona, przestraszona i zmęczona życiem. Poruszasz się, widzisz, jesteś zdrowa fizycznie, a takie ulotne, niezważone, niezmierzone myśli, potrafią zmienić twoje życie w piekło na ziemi. Usiądź wygodnie w fotelu , Oddychaj miarowo i spokojnie. Gdy umysł się wyciszy, zadaj sobie pytanie - Co czujesz w tej chwili? Czy boli cię coś?  Boisz się ? Odpowiedz sobie szczerze na powyższe pytania. Z doświadczenia wiem, że akurat w obecnej chwili , czujesz się dobrze. Zadasz sobie zapewne pytanie- Dlaczego? Odpowiem ci, skupiłaś się na oddychaniu, przez ten krótki moment do twojej głowy docierały takie myśli, wdech ,wydech ,  wdech , wydech. Uświadom sobie ,że nerwica lękowa to negatywne i destruktywne myśli , które zaburzają realne widzenie otaczającego  cię świata. Wniosek jest prosty, powinnaś zamienić negatywne myśli na pozytywne. Walkę z myślami mogę porównać z nauka języka obcego. Nie muszę dodawać, że walka ze sobą samym jest jedną z najtrudniejszych walk. Jedną z najskuteczniejszych afirmacji, która w dużym stopniu pomogła mi wyjść z nerwicy to JESTEM KOCHANA I CHRONIONA. W tym stwierdzeniu jest zawarta moc. Jestem kochana , to walka z przeszłością. Jestem chroniona to walka z przyszłością. Wypowiadanie owej afirmacji to teraźniejszość. Teraz przypomnij sobie mechanizm działania lęku. Wsłuchaj się w swoje ego, które na podstawie doświadczeń z przeszłości , planuje pełną obaw i lęków przyszłość. Wsłuchaj się w swoje myśli i obserwuj , jak potrafią zniekształcać widzenie świata, wywołać niemiłe emocje, czy niekontrolowane reakcje ciała. Te złowieszcze myśli są tak perfidne, potrafią utwierdzić cię w przekonaniu , że jesteś chora, że grozi ci niebezpieczeństwo itd.  Konwencjonalne leczenie nerwicy,  polegało na dotarciu do źródła lęku , czyli do okresu dzieciństwa. Kojarzysz fakty, z których wynika , że najbliższe otoczenie pozostawiło ci spadek w postaci leków/, ujęłam to bardzo delikatnie/. Co z tego wynika? Czułaś się niekochana.. Podążając dalej tym tropem, teraz gdy jesteś chora na nerwicę lękową, czujesz się odrzucona przez najbliższe otoczenie. Jesteś skupiona na swoich objawach fizycznych i psychicznych. Jesteś monotematyczna. Użalasz się nad sobą, zatruwasz swoimi irracjonalnymi obawami ludzi, którzy są w pobliżu. Uzmysłowiłam  to sobie dopiero, .gdy nagrałam swoje rozmowy na dyktafonie. To był milowy krok w pracy nad zmianą  zachowania. Afirmacja , jestem kochana rozwiązywała powyżej opisane problemy. Zaprogramowany w mojej głowie czarny scenariusz dotyczący przyszłości ( coś złego się wydarzy, chyba dostanę zawału serca, żeby mnie tylko nie dusiło, jak ja sobie dzisiaj poradzę itp.) obaliłam  afirmacją jestem chroniona. Korzystając z wiedzy niekonwencjonalnego leczenia , często zwracałam się z prośbą do najbliższych zmarłych,,  o pomoc w pokonaniu lęków. Z uporem maniaka, codziennie, systematycznie mówiłam afirmację.  Wypowiadałam ją głośno, w myślach, a nawet śpiewałam. Nagrałam ją na taśmę, aby wieczorem przed snem, kiedy powieki się zamykają, wtedy  miałam pewność ,że podświadomość  przyjmuje to stwierdzenie bez sprzeciwu.  Na początku praca z afirmacjami była monotonna,  po kilkunastu dniach moje  samopoczucie się pogorszyło. Wiedziałam , że dotarłam do źródła zła, zastępując go dobrem. Z dnia na dzień czułam się coraz pewniej, powoli zmieniały się moje przekonania, które były dla mnie korzystne. Z biegiem czasu , gdy afirmacja- Jestem kochana i chroniona zakorzeniła się w mojej głowie, dodawałam następną.

wtorek, 22 października 2013

Modlitwa.

Czytałam kiedyś wywiad ze znanym bioenergoterapeutą. Z wywiadu wynikało, że wyleczył wielu ludzi z różnorodnych dolegliwości. Uzdrowiciel współpracuje z lekarzami, którzy zwracają się do niego o pomoc. Reporterka zapytała, skąd bierze się u niego tak silna wiara w uleczenie ciężko chorych osób. Odpowiedział, że każdy człowiek jest zbudowany na podobieństwo Boskie. Nasz Stwórca czyni cuda, więc my także możemy, gdyż w każdym z nas jest Jego cząstka. Dodał, że problem polega na tym, iż jedni umieją z tej cząstki korzystać, drudzy nie, a duża część nie zdaję sobie sprawy z posiadania tego daru. Gdy było mi tak bardzo  źle ze sobą samą , już nie widziałam możliwości wyjścia z sytuacji, w której się znalazłam. Straciłam nadzieje , że zabłyśnie światełko w tunelu. Czułam się samotna wśród ludzi, ponieważ z nikim nie mogłam porozmawiać, bo nikt mnie nie rozumiał. Wtedy pozostały mi tylko rozmowy ze Stwórcą. Nie mam tu na myśli o bezwiednym klepaniu pacierza lecz o zatopieniu się całą sobą w modlitwie z Bogiem, opartej w dużej mierze na prośbach i wdzięczności. Modliłam się żarliwie prosząc o to, o co prosił mój umysł i ciało. Moje prośby były głęboko przemyślane, bardzo pragnęłam, aby się spełniły. Kładłam ręce na splocie słonecznym, w okolicach żołądka i pytałam siebie czy naprawdę chcę tego, o co proszę. Gdy pojawiło się jakieś zwątpienie, bądź niepewność, Bóg nie spieszył się z jej wykonaniem. Modląc się poruszałam wszelkie zmysły, pobudzałam wyobraźnie dokładnie widząc czego pragnę , wtedy spełniały się moje prośby. Byłam tak pochłonięta modlitwą, że nie zauważyłam ulewy. Siedziałam na mchu oparta o drzewo, łzy i krople deszczu obmywały moją strapioną twarz. Czułam się jakbym znalazła się w innym świecie. Radość z istnienia, jedność z otaczającą przyrodą i ten błogi spokój. Byłam tu i teraz. Chciałam ,aby ta chwila trwała wiecznie. Prosiłam o obudzenie drzemiących we mnie sił, które potrafią przezwyciężyć zło. Modlitwy i wiara w ich spełnienie pozwoliły mi nawiązać kontakt z intuicją, która odegrała duże  znaczenie w pokonaniu nerwicy. W oparciu o swoje doświadczenia wiem , że nawiązanie kontaktu ze swoją wewnętrzną mądrością i korzystania z jej dobrodziejstw następuje w ciszy. W skupieniu, z daleka od  chaosu, osądów, narzuconych poglądów, czy przyklejania etykietek. Umysł nie żyje przeszłością, nie planuje przyszłości lecz jest zaprzątnięty chwilą obecną,.

poniedziałek, 14 października 2013

Poddaj się.

Aby pokonać nerwicę nie można z nią walczyć. Zawsze zostaniesz pokonana ponieważ z przyszłością nie wygrasz. Zaobserwowałam mechanizm działania lęku na podstawie własnych doświadczeń. W umyśle pojawia się przelotna MYŚL np. znowu zaczął się nowy dzień, jak ja sobie dzisiaj poradzę? Wyzwalają się niemiłe EMOCJE, niepokój, niecierpliwość i rozdrażnienie. Umysł błyskawicznie przygotowuje grunt usłany destruktywnymi , pesymistycznymi, pełnymi obaw Myślami. Jedna po drugiej bombardują strapioną głowę, Chyba jestem chora, coś mi się stanie,  może upadnę , a może dostanę zawał, nie dam rady przebrnąć przez ten koszmarny dzien. Pojawiają się niechciane i niemiłe  REAKCJE fizycznego ciała. Wachlarz dolegliwości jest różnorodny, duszności, skurcze żołądka, kłucie serca, zaburzenie widzenia, trzęsiesz się jak osika na wietrze. Pojawia się irracjonalny LĘK, Jest to tak przerażające, okropne uczucie, że trudno opisać je słowami. Jesteś przekonana, że są to ostatnie twoje chwile wśród żywych. Boisz się śmierci. Uwieńczeniem lęku jest PANIKA. Podrywasz się ze stołka, uciekasz w,, bezpieczne " miejsce, ogarnia cię niemoc. Nie wiesz co się z tobą dzieje. Po kilkunastu sekundach czy  kilku minutach , powracasz do rzeczywistości. Jesteś zmęczona, przerażona i wyczerpana. Znowu rodzi się myśl przepełniona obawą, kiedy pojawi się następny lęk. Pytam, czy tak ma wyglądać twoje życie? Pozostaje tylko jedna droga PODDAĆ się  lękom. Umrzeć dla siebie, aby się odrodzić innym człowiekiem. Brzmi to zapewne śmiesznie, nieprawdopodobnie, aż włosy jeżą się na głowie ze złości, ale to jedyna droga ku wolności. Wychodziłam z domu i stawałam na rozstaju dróg. Jedna prowadziła do centrum małej mieściny, zaś druga wiodła przez pola i łąki do lasu. Nie dość że męczyłam się sama ze sobą, to jeszcze ukrywałam przed światem swoją inność i nie przystosowanie do życia codziennego . Na początku pracy z nerwicą wybrałam drugą drogę , która wiodła leśnymi duktami , tam gdzie nie obserwowała mnie żadna para oczu. Nie podsycałam myślami obaw, ponieważ nie musiałam ukrywać swoich  emocji i reakcji. Nie udawałam nikogo innego, byłam sobą. Stąpając po drodze rozmyślałam o swoim losie. Prowadziłam głośny monolog- Boję się wyjść z domu, nie panują nad  myślami, boję się swoich nieprzewidywalnych reakcji, boję się życia. Przerastają mnie obowiązki dnia codziennego. Niech się dzieje co chce. Ja już dłużej nie wytrzymam ze sobą samą. Tuliłam się do drzewa i płakałam. Nagle  myśli się wyciszyły, mięśnie się rozluźniły, Na ustach pojawił się nieśmiały uśmiech. Odzyskiwałam moc i pewność siebie. Błogi spokój oplatał mój umysł i ciało. Patrzyłam i widziałam  otaczającą mnie przyrodę. Słuchałam i słyszałam jej odgłosy. Wiara się w nas wyzwala i dodaje otuchy, gdy potwierdzamy ją własnymi doświadczeniami.

sobota, 12 października 2013

Nerwica

           Nerwica to choroba umysłu. Natłok destrukcyjnych myśli, które trudno wyciszyć a co dopiero zatrzymać, wywołuje niemiłe emocje, a one z kolei niechciane reakcje fizycznego ciała. Chore myśli są najczęściej związane z doświadczeniami z okresu dzieciństwa, gdy bez filtra przyjmowałaś do siebie wszelkie uwagi, osady czy poglądy najbliższych otaczających cię osób. W umyśle projektujesz przyszłość opartą na bazie przeszłości. A GDZIE MIEJSCE NA BYCIE W TERAŻNIEJSZOŚCI, Większość ludzi nie panuje nad swoimi myślami, ciągle mają czymś zaprzątnięty umysł. Myśl pozytywna uskrzydla, a negatywna zaburza egzystencję w otaczającym cię świecie. Czujesz się wyalienowany ponieważ smutek, żal, niecierpliwość , niepokój i irracjonalny lęk, utrudniają kontakt ze sobą samym, a co dopiero z innymi osobnikami. Już nie ty rządzisz umysłem lecz umysł  rządzi tobą,Wyniki badanie ciała fizycznego określa się na podstawie przyjętych norm. Z umysłem rzecz ma się zupełnie inaczej. Myśli nie zmierzysz i nie zważysz. Samopoczucie, emocje i zachowanie zdradzają jakimi myślami jesteś zdominowany. Określenie zrównoważony psychicznie może być normą badania. Jeżeli potraktuje zagadnienie matematycznie, to będzie to wyglądało mniej więcej tak, 1/3 myśli pozytywne, 2/3 myśli negatywne. Wynik mówi sam za siebie, twoje życie jest w opłakanym stanie, jesteś niezrównoważony psychicznie. Nie dość, że cierpisz ponieważ twoja dusza jest chora, to na dodatek obawiasz się przyznać przed innymi osobnikami, że cierpisz na taką a nie inną przypadłość. Boisz się etykietki, którą do ciebie przykleją świr, czubek, ma nie równo pod  sufitem. Sprawa ma się zupełnie inaczej gdy na twojej głowie spoczywa bandaż, wtedy znajdziesz zrozumienie ba nawet współczucie. Wiem ze swojego doświadczenia, że temat nerwicy lękowej jest nadal tematem tabu w naszym  społeczeństwie. Jeżeli chcesz zaprzyjaźnić się z nerwicą i ją pokonać , opiszę swoją pracę, opartą na mądrości innych i na własnych skutecznych doświadczeniach. Aby zatrzymać umysł na chwili teraźniejszej, wykonywałam ćwiczenia oddechowe. Kładłam się wygodnie na sofie ,bądź siedziałam na fotelu. Zamykałam oczy i wdychałam powietrze przez nos aż do czubka głowy, następnie wydychałam je ustami do czubków palców  u nóg. Tą czynność wykonywałam kilkakrotnie. Skupiałam się całą sobą na oddychaniu. Gdy myśl powędrowała w innym kierunku, przywracałam ją  z powrotem do danej czynności. Wykonywałam ulubione zajęcia, aby utrzymać jak najczęściej i najdłużej stan bez umysłu. Zatapiałam się całą sobą w wykonywanych czynnościach. W takich chwilach nie istniała przeszłość ani przyszłość , byłam tylko ja  farby, pędzle i kartka z bloku rysunkowego . Z mojego wnętrza  wydobywał się spokój, mięśnie ciała były rozluźnione a dusza odpoczywała. Byłam w teraźniejszości. Gdy siedziałam na fotelu u fryzjera czy kosmetyczki, bądź leżałam na łóżku u masażystki, całą sobą skupiałam uwagę na doznaniach dotyku ręki na moim ciele. Na spacerach w plenerze  uwagę kierowałam na odgłosy przyrody. Nie istniało nic oprócz szumu drzew, śpiewu ptaków, trzasku łamanych gałęzi czy stukania  dzięcioła. Te  krótkie chwile były tak wspaniałe , że trudno je opisać słowami. Wiem jedno, chciałabym aby trwały wiecznie. Praktyka i systematyczna praca czyni mistrza. Z czasem chwile błogostanu, chwile bycia tu i teraz stawały się coraz dłuższe i częstsze, odnajdowałam je w obowiązkach dnia codziennego.